2013-05-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Ryk Lwa, czyli kolejna różowa kropka. (czytano: 211 razy)

Lew ryczał głośno. Słychać go było w całym Tarnowie Podgórnym. Dumnie ogłaszał wszem i wobec, że to już drugi półmaraton w tym mieście. Ubiegłoroczny sukces organizacyjny odbił się szerokim echem w środowisku biegowym stąd kolejna edycja i ogromna frekwencja.
Listy startowe zostały zamknięte przed czasem. Lew ryczał akurat 26 maja, czyli w dzień Matki. Wybrał sobie najlepszy z możliwych terminów. Był wszędzie. Na znakach kierujących w stronę miejskiego stadionu, na regulaminie, który wręczano nam w pakiecie startowym, na balonikach dla dzieci. Był nawet pluszową zabawką, którą każdy uczestnik dostał na pamiątkę. Rozpanoszył się na medalach dla ponad tysiąca biegaczy a także szyldach kilku restauracji i barów. Wiadomo, jedzenie u Lwa czy pod Lwem smakuje dużo lepiej.
Pogoda jak zwykle nie dopisała. Już mnie to nie dziwi ! Kolejny jesienny HM mimo kalendarzowej wiosny. Może następne będą cieplejsze. Wiał zimny wiatr. Było 10 stopni i wyglądało na to, że za chwilę lunie na biegaczy potężny deszcz. Na szczęście ciężkie, ołowiane chmury tylko kłębiły się nad nami groźnie, ale nic z nich nie spadło. Trasa, jak dla mnie nudna, bo 3 te same pętle w całości po ulicach Tarnowa i między okolicznymi domkami. Trasa wyglądała jak pognieciona kokardka albo surrealistyczna ósemka także regularną pętlą była jedynie z nazwy a nie kształtu. Jej wiązania się przecinały, więc w kilku punktach biegacze mijali się nawzajem nadbiegając z przeciwnych kierunków. Trochę to było dołujące, gdy człowiek zdawał sobie sprawę, że ten „ za supełkiem” ma lepiej, bo mniej do przebiegnięcia a my jeszcze musimy TYLE przebiec! I tak powtórzyć ten supełek 3 RAZY !!! Z supełkiem zdawali się nie mieć żadnego problemu Kenijczycy. Drobni, chudzi i prędcy przemknęli nam na jakiejś pętli. Potem czekali na mecie ubrani po szyję w dresy siedząc na rowerach od spinningu. Spinning był dla tych, którzy ABSOLUTNIE ( tak widniało w programie imprezy ) nie lubią biegać. Wiedziałam, że się nie rozdwoję !
Za to mieszkańcy zgotowali nam królewski doping. Wytrwale kibicowali wzdłuż trasy i z prawdziwym entuzjazmem trąbili, walili w bębny czy śpiewali i klaskali. Niektórzy przyjmowali nas zupełnie po domowemu. Upiekli ciasta i częstowali na trasie obok tradycyjnych punktów żywieniowych, które też uginały się od bananów i czekolad. Organizacyjnie Tarnów też spisał się na medal, bo półmaraton połączył z lokalnymi obchodami 700 lecia, piknikiem rodzinnym i Dniem Matki. Zaplecze doskonałe – nowa szkoła, pełno ubikacji ( HURRA ! ) co niejednokrotnie stanowi problem nie do przeskoczenia. Najgorzej jest to rozwiązane w Trzemesznie. DWIE ( to nie błąd !!!! ) WC przed startem: jedna dla pań, druga dla panów w miejscowej szkole i kilometrowe kolejki jak po chleb w czasach kryzysu.
Oprócz głównego biegu i biegu lwiątek były jeszcze konkursy, losowanie nagród – jedną nawet wylosował wojewoda, więc pytano żartobliwie czy to, aby na pewno nie było ustawione ?! Do tego ten Pan przybiegł szybciej na metę niż prezydent mojego miasta, więc odezwał się w nas lokalny patriotyzm !
„ Uwolnij w sobie lwa” – pod takim hasłem biegliśmy i takie hasło nadrukowano na koszulkach technicznych, czyli ponoć oddychających w obie strony. Lwa nie uwolniłam. Raczej kota. A zamiast ryku dało się słyszeć mruczenie, ale dobre i to. Pazur jedynie pozostał tak samo ostry – wszak lew to przecież duży kot !
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-05-28,00:11): Iwonko, gratuluje kolejnej polowki! Tym razem "kociej" po moze nudnej trasie, ale zakonczonej wreczeniem slicznego medalu. paulo (2013-05-28,08:22): pięknie oddałaś atmosferę tego biegu. Podpisuję się pod tym :) Było naprawdę bardzo miło i cieszy, że można było przeżyć cudowne popołudnie w Tarnowie. Namorek (2013-05-28,23:18): Też tam byłem . Dla mnie trasa ok . Temperatura i pogoda akurat na życióweczki . Sam sie troszkę zgapiłem i pobiegłem 10 sekund wolniej od życiówki :-)
|