2013-05-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| The secret of my success, czyli tajemnica ( nie ) biegaczki (czytano: 359 razy)

Był taki film z Michaelem J. Foxem, zresztą doskonały, ale nie o nim chcę pisać.
Napisałam ten tytuł celowo i trochę przewrotnie, bo o żadnym sukcesie z mojej strony mowy być nie może.
Czyżby? A może jednak ? Taki tyci ? Nie biegam, bo nie lubię. To już raczej się nie zmieni. Moje bieganie sprowadza się do pokonywania kolejnych półmaratonów z listy Grand Prix z przerwą między jednym a drugim HM. A łamię niechcący kolejne życiówki ! Niejednego regularnego biegacza pewnie krew zalewa ! Jak taka ignorantka, która jeszcze śmie pisać, że nie lubi biegania to robi ? Mój znajomy, który z bieganiem za pan brat nie może tego pojąć i LEKKO się denerwuje. On trenuje - ja nie. On łamie życiówki - ja też. To niesprawiedliwe ! Sorry ! Ale dla mnie każdy bieg to jest jak kolejne zadanie do wykonania. Staję na mecie, czekam na sygnał startu a potem, gdy padnie strzał zabieram się do pracy i biegnę do mety, dobiegam i nareszcie koniec ! Wiem, to brzmi jak herezja ! Nic na to nie poradzę ! Kto wie czy kierując się tą herezją bez przygotowania nie pobiegnę kiedyś maratonu? Ot tak ! Może tylko po to żeby udowodnić niedowiarkom, że osoba, która nie lubi biegać i nie trenuje - BIEGA i OSIAGA przyzwoite wyniki. A robi to tylko wówczas, gdy ją najdzie ochota lub, gdy ma cel. W tym roku marzy mi się Korona. Wprawdzie brązowa i bez drogocennych kamieni. Nie da jej się założyć na głowę i tak naprawdę nie istnieje, ale pomarzyć można.
Na pewno bym w niej super wyglądała ! Jak się uprę to ją zdobędę. Wprawdzie to wymaga 10 HM – masakra ! Odechciewa mi się na samą myśl ! Wierzę, że ta lista w szafie w przezroczystej koszulce i te kropki stawiane markerem jakoś mnie zachęcą.
Ale byłabym nieuczciwa pisząc, że ja kompletnie NIC nie robię ! Oczywiście trenuję, ale po swojemu. Spinning, rower, ( gdy pogoda pozwala a w tym roku nie za bardzo pozwala ), basen. Za tydzień kolejny HM. Mój plan przygotowawczy częściowo już realizuję. Tyle tylko, że jest całkowicie spontaniczny – robię to, na co mam ochotę.
W poniedziałek maraton spinningowy: 3 spinningi pod rząd, trzech różnych instruktorów, trzy różne kategorie: siła, interwał i wytrzymałość. Wtorek regeneracja, chociaż miałam ochotę na drugi maraton spinningowy, nawet się zapisałam. Środa i czwartek rower – nareszcie mogłam poszaleć, bo pogoda była WYMARZONA jak dla mnie. Nakręciłam razem ponad 170 km. Ale nie mogłam sobie odmówić trasy przez Zalewy Nadwarciańskie. Jest to obszar ściśle chroniony a znajdujący się na terenie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Niezwykle urokliwy ! Łąki, bagna, szuwary a do tego drewniane mostki przerzucone nad stawami czy rzeczkami. Upojny zapach lasu i cisza ( no chyba, że ktoś ma w uszach słuchawki, ale to trzeba być idiotą, żeby w takie miejsce je zabierać ) ! Słychać tylko szum drzew. I to jest najpiękniejsza muzyka ! A do tego ptaki. Dzięcioł stukający dziobem gdzieś wysoko w poszukiwaniu robaków a koło szuwarów rechot tysięcy żab ! Naprawdę buzia sama się uśmiecha ! Przyjemne z pożytecznym. Baterie same się ładują !
A w weekend wymuszona laba, ( bo pracuję ). Następny tydzień powtórka z rozrywki, może trochę lżej a potem HM i kolejna życiówka ? Nawet, jeśli nie to, co z tego ? Będzie za to kolejna różowa kropka.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2013-05-17,19:28): Iwonko, a ja mimo sporej ilosci treningow biegowych zyciowek nie robie ale szlag mnie nie trafia i bardzo ciesza mnie Twoje wyniki. Jestes bardzo wysportowana a to co potrafisz robic z rowerem czy tez w czasie spinningu wykracza poza jakiekolwiek normy. Stad wierze ze jeszcze troche i w maratonie pokazesz pazur! paulo (2013-05-18,20:33): z czasem może to stać się pasją, czego Tobie życzę. Ja już chyba wkraczam w tę fazę :)
|