2012-07-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| leśna terapia (czytano: 938 razy)

Plan układałam jeszcze będąc w Grudziądzu. Kiedy większość pacjentów spało, na szpitalnym korytarzu światła przygasały i zapadała noc… ja otwierałam stronki www i puszczałam wodzę fantazji. Bardzo dobrze wspominałam lasy Wielkopolskiego Parku Narodowego… niestety lato jest bardzo krótkie a tereny do zbiegania wokół Poznania dość spore. WPN – no powiedzmy – został zaliczony [choć w tym temacie nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa :) ] – wodziłam kursorem na mapie i skierowałam zoom na północnowschodnie lasy przylegające do Pyrlandii :) Puszcza Zielonka. Google zdradzało tylko odrobinę piękna, które ma w sobie ten obszar… jedno jest pewne: przez Google nie gryzą muchy!
Kilka dni wcześniej zapowiedziałam Dziewczynkom, że zabiorę je ‘tam gdzie nas jeszcze nie było, będzie dużo lasu, dużo kilometrów, będzie pięknie i dziko’. Potem kilka razy wspomniałam, że puścimy się w las… ale nie każdy słowo ‘puszczać’ kojarzy z Puszczą :). Na takie dłuższe biegania mamy jeszcze określenie: ‘sponiewieranie biegiem’ :). Nie zaprzeczę: chciałam je czymś zaskoczyć, chciałam zrobić im niespodziankę i przyjemność.
Umówiłyśmy się na zbiórkę :) Emi przyszła jak zwykle przygotowana w 120 % - plecak do ssania [wody], i dwa pudełka pokrojonego arbuza, Anita w dobrym nastroju gotowa na długie bieganie, Gunia roześmiana z pasem z piciem, Piotr był kierowcą ja miałam aparat fotograficzny w gotowości. Na tylnym siedzeniu leżały przygotowane papierowe torby. Poleciłam założyć i nie zdejmować do czasu zaparkowania na miejscu. Niespodzianka to niespodzianka. Wywieźliśmy je do lasu :)
Wcześniej wydrukowałam mapkę – skromna była, nic nie szkodzi – zawsze wspomagam się gps-em. Zaparkowaliśmy w okolicach Dziewiczej Góry, Owińska. I ruszyliśmy przed siebie. W pamięci mieliśmy jeszcze trening z Marysieńką… Ona ma tereny – my nie będziemy gorsze – jak przyjedzie do nas – pokażemy: też mamy Puszczę :) a co! Rozwikłaliśmy już zagadkę jej szybkiego biegania – ona to wszystko wynosi z lasu! No to zapuściliśmy się daleko w las… wszystko było proste dopóki [tradycyjnie] nie zaczęliśmy się z Piotrkiem kłócić o trasę biegu… bo jak jest skrzyżowanie i trzeba wybrać kierunek to on zawsze wie lepiej a ja mam się nie odzywać. Tym razem nie trafił na podatny grunt i się odzywałam. Postanowiłam mieć wpływ na to, co mnie otacza.
Biegliśmy pewien odcinek przez alejki, które częściowo były zasiedlone… czasem było to skromne gospodarstwo rolne ale w większości to ‘chaty marzeń’… Pięcioro kolorowych ludzi z zapasami wody … wyglądało dość niezwyczajnie w tamtych okolicach. Chyba. Bo patrzyli się nas z ciekawością. Po drodze rosły drzewa. Wiem nic nadzwyczajnego – bo w każdej puszczy są drzewa… ale nasze szczególne zainteresowanie wzbudziły te, które miały smakowite jabłka na sobie :) owoce wspaniale smakowały w słońcu i wśród zapachu zbóż i tzw. ‘zapachów wsi’ – fajnie jest tak zerwać jabłko i zjeść.
Potem było już mniej zabawnie, bo przyczepiła się do nas banda rozwścieczonych i głodnych much. A taka wielka mucha - podkreślam że wszystkie były wielkością mutantami – no i … jak taka wielka mucha usiądzie, to siedzi i gryzie. Machasz ręką – a ona siedzi i gryzie, biegniesz a ona siedzi i gryzie – jak ciekasz – to na pewno cię dopadnie i ugryzie. … no a my uciekaliśmy – one gryzły – my krzyczeliśmy a one gryzły… chcieliśmy je zgubić… ale nie… to było gorsze od komarów!
Wszystko, co było za nami było nowe a to, co przed nami – nieznane. Megafajne jest uczucie: tak sobie biec i wyznaczać własny szlak. Zapodaliśmy sobie crossik w chaszczach, sprincik [w ramach ucieczki przed muchami], truchcik leśną drogą oraz trochę biegu na orientację [ta sfera cały czas kuleje]. Dane na było trafić na dziki. Zgodnie zeszliśmy im z drogi. Po 12 km postanowiliśmy skierować się w stronę miejsca, w którym zaparkowaliśmy… i tu znowu na linii Piotr – Aga były spięcia … ‘że ty to może nie powinnaś prowadzić… że ty nie powinnaś wytyczać trasy… że twoja orientacja w terenie jest… taka i owaka a właściwie to jej nie masz…’ - a ja właśnie tak lubię. Lubię nieznane, lubię beztrosko zapuścić się w las, biec i nie zerkać na zegarek. [p.s. od dziś biegam bez pulsometru – sprzedałam go dziś – koniec ‘biegania na ręcznym!’ – będę biegać jak mi się będzie chciało :)] – mam endomondo – wystarczy mi :) zawodowcem i tak nie będę – ale zawodowym amatorem to już bardziej…]
No więc… lubię zostawić ‘ciężkie tematy’ w mieście i pohasać w lesie. Czasem milczenie to fajna rozmowa. A było tak, że biegliśmy kilka odcinków w milczeniu. Były też śmiechy – jak Piotrek biegł przodem wymachując wszystkim co miał, żeby te muchy-mutanty się od niego odczepiły:) no cóż – puszcza to puszcza:) w planie było 20 km – plan zrealizowany. Wycieczka udana – zmysły zaspokojone a nasze nogi … dość zmęczone – tym bardziej, że dwa dni wcześniej w Pszczewie puszczaliśmy się z Marysią… :) taką leśną terapię sobie zapodaję na mój brak formy:)
... a potem arbuz - smak lata ... mmm pychota
Na zdjęciu: Uprowadzone
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu jacdzi (2012-07-25,16:21): Ale fajny, zagryziony arbuzem dzionek. Emi (2012-07-25,17:25): za tą reklamę Piotra i Pawła powinnyśmy dostać darmowe (p)izotoniki od sieci;P adamus (2012-07-25,20:47): Mistrzynie świata !!!!! Tylko ostrożnie mi tam z tym puszczaniem się :)) shadoke (2012-07-25,21:22): Torby na głowach..to trzeba mieć zaufanie do koleżanki:) a muchii..muchi w tym roku są wszędzie. W Górach Stołowych, gdzie w ubiegłym roku hasaliśmy bez opamiętania - w tym roku, nie dało się zatrzymać, by zerknąć na mapę, a nawet w biegu kąsały:((( snipster (2012-07-25,21:49): rozbrykały się dziewczynki... ;] Emi (2012-07-26,09:19): Mirku, już ty się o to nie martw...w lesie oprócz nas zero "luda", a nad naszym bezpieczeństwem czuwał Piotrek;) Choć przypuszczałyśmy, że w razie ataku dzików pierwszy wskoczy na drzewo:) A arbuz smakował wybornie..Emi to ma pomysły:) hihi Aga Es (2012-07-26,18:48): Aga,Ty brak formy?Don"t think so!PS.normalnie chyba Ci ukradnę trochę tego biegowego optymizmu! renia_42195 (2012-07-27,20:03): Cieszę się, że poznajecie inne okolice -w WPN już zaczynało się robic tłoczno ;) Marysieńka (2012-07-31,14:24): Też tak chcę:))) miriano (2012-08-21,07:37): Las jest lekarstwem na dusze ...wysiłek na ciało ...a radość na miłość :)
|