2011-01-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Siła wyższa :( (czytano: 244 razy)

W tych dniach miała się tu pojawić relacja z pierwszego w tym roku startu w Biegu Spełnionych Marzeń. Ale się nie pojawi. Cóż, siła wyższa...
Tak się cieszyłem, że udało mi się uniknąć tym razem listopadowo-grudniowego „zapuszczenia” i nie będę musiał mozolnie wracać do formy po zimowym biegowym lenistwie. Rok temu w Biegu Spełnionych Marzeń nie próbowałem nawet startować, bo się bałem, że nie dam rady przebiec 15 km. Teraz miało być inaczej. Czułem, że jestem w dobrej formie i start w zawodach będzie samą przyjemnością. A tu klapa... Na początku stycznia przyplątał mi się jakiś paskudny wirus. W dodatku dość podstępny. Nie położył mnie od razu do łóżka, tylko nękał po trochu. Trochę go przez to zlekceważyłem. Myślałem, że wystarczy, gdy zrobię sobie trzy czy cztery dni przerwy od biegania i wszystko będzie dobrze. Dłuższej przerwy nie chciałem robić na tydzień przed startem, więc pomimo że nie czułem się jeszcze rewelacyjnie, postanowiłem pobiegać trochę we wtorek i środę. I to był, niestety, wielki błąd. Już w środę wieczorem zacząłem dość mocno chrypieć i kaszleć, a w czwartek rano obudziłem się z takim bólem gardła, że trudno mi było przełknąć ślinę. Głos miałem taki, że mógłby z powodzeniem dubbingować Himilsbacha. Jeszcze się wtedy trochę łudziłem, że może jednak do soboty wszystko przejdzie, ale nic z tego. Wszystkie siły mi uleciały gdzieś do walki z chorobą.
Zły jestem na siebie, bo postąpiłem zupełnie odwrotnie, niżbym poradził komuś innemu w takiej sytuacji. Gdyby ktoś mnie pytał o radę, czy warto biegać, z lekkim przeziębieniem, aby nie stracić formy przed zawodami, powiedziałbym mu, że absolutnie nie warto. Lepiej zrobić sobie dłuższą przerwę i potem najwyżej pobiec trochę spokojniej. Nie ma sensu ryzykować, bo łatwo się, szczególnie w zimie, doprawić i kończy się to tak, że przerwę i tak trzeba sobie zrobić, tyle że akurat w czasie zawodów. No i mam za swoje – że się nie posłuchałem. W sobotę mogliśmy z Mają (podobnie chorą) tylko obserwować wyniki biegu w internecie i aż nas skręcało, że nas tam nie ma.
Trudno, co się stało, to się nie odstanie. Będzie nauczka na przyszłość. Przy okazji uświadomiłem sobie, jak bardzo jestem od biegania uzależniony. Naprawdę trudno mi wytrzymać więcej niż kilka dni bez treningu, a świadomość, że inni biegną sobie na fajnych zawodach, podczas gdy ja siedzę w domu, to już masakra. No, ale chyba lepsze takie uzależnienie od kilku innych...
Tego startu w BSM żal mi jeszcze z powodu... Jacka Danielsa. Oczywiście nie tego do picia, tylko tego do czytania o bieganiu. Bardzo podoba mi się koncepcja treningu stworzona przez pana J.D. Jak wiadomo, polega ona na tym, aby prędkości treningowe dostosowywać nie do wskazań pulsometru, ale do wyników uzyskanych w ostatnich zawodach. Ze specjalnych tabelek trzeba odczytać sobie, w jakim tempie biegać poszczególne treningi, biorąc pod uwagę czas osiągnięty podczas startu w zawodach. No i miałem nadzieję, że wynik z Biegu Spełnionych Marzeń będzie dla mnie taką wskazówką, jak trenować w obecnym zimowym okresie. A tu nic z tego. Trzeba będzie dalej kierować się intuicją, bo żadnych zawodów na horyzoncie na razie nie widać.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |