2009-11-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| WEEKEND (czytano: 315 razy)

Miniony weekend był cudowny na różne sposoby :) Zaczął sie w sobotę rano od porannego spaceru jogicznego w lesie przy Umultowskiej. Zmieniłem bowiem plan tygodniowy i w soboty zamiast siły, będę robił spacer. Skakanka, na następny dzień siła i w niedziele długie rozbieganie to nie jest dobra kolejność. Sobotnie popołudnie i wieczór spędziliśmy z Donatą tylko w dwójkę i mimo, że byliśmy w domu to bawiliśmy się świetnie. Po czym jakoś świetnie się spało i wstawało rano z lekkością. Zjedliśmy śniadanie i pojechaliśmy do Zielonki przy okazji zakupu wiejskich jajek. Nie pojechaliśmy w żadne znajome miejsce, tylko wybraliśmy pierwszą lepszą ścieżkę wchodzacą do lasu i pobiegliśmy przed siebie. Chwilkę biegliśmy razem a później, ona i ja swoim tempem. Postanowiłem biec 20 min przed siebie i zawrócić. Bardzo lubie tak biegać, pierwszy raz tą samą drogą. A wczoraj było pięknie, dość ciepło, jakies 9 st., bezwietrznie, nie padało i było baaaardzo jesiennie w sensie kolorów. Mnóstwo liści na ziemi, co jest troszkę mało komfortowe, bo mogą one skrywać drobne nierówności, ale idzie się przyzwyczaić. Trasa iście crossowa, z nierównościami i paroma podbiegami, w tym jednym górskim ;) Z atrakcji to pasące się sarny, które zawsze czekają do 100 metrów i zrywają się nagle jak oparzone, wcześniej gapiąc się nieruchome w zbliżający się obiekt. Znów chwilę razem biegliśmy z Kiciosem :), po 3 minutach krzyknąłem obracając się, że czekam z termosem i poleciałem. Łączny czas wyszedł 41 min, Donata zamknęła sie w 45. Po raz pierwszy biegła tak długo :) Półmaratonik w marcu czeka ;) Wypiliśmy rozgrzewający kompot z jabłek z imbirem i goździkami i wróciliśmy do domu. Po południu rodzinny obiad w miłej atmosferze dopełnił wszystkiego.
Zauwazam że z łatwością realizuje plan, który sobie wyznaczyłem, wszystkie treningi wchodzą gładko, resztki kontuzji odchodzą w siną dal. Kolejna rzecz którą zmieniłem w stosunku do pierwotnego planu to bieganie na czas w niedziele a nie na dystans. Będę zwiększał czas biegania - od grudnia, co tydzień o 10 % tak, by na początku marca dojść do 135 min, później dwie niedziele po 100 min i 28.03 półmaraton, który chciałbym przebiec luźno, ale ok 1:40. I być może ten plan ulegnie zmianie w trakcie, niemniej na dziś tak wygląda. Skakanka też się troszke zmieniła od samego poczatku, kiedy przyszedł czwartek i pomyślałem że miałbym się przebierać do jednej 3 min serii, to stwierdziłem, że nie warto się w ogóle przebierać :) Zrobiłem więc 3 x 3 min i w sobote miałem nawet lekkie zakwasy w łydkach. Aż, wydawałoby się niemożliwe, po przebiegnięciu maratonu, a jednak. Po niedzielnym rozbieganiu ustały zupełnie.
Z innych rzeczy to nareszcie zakochałem się :)) W pulsometrze. Prędzej, czy później chce jakiś kupić, ale żaden do tej pory nie wzbudził we mnie chęci pożądania. A ten, który znalazłem ma w sobie to coś ! Oregon Scientific 300 SE, stosunkowo niedrogi, ale niepowtarzalny i mający te wszystkie funkcje, które są potrzebne dla mnie. Na razie jednak nie kupuje, bo tak naprawde będzie mi potrzebny za parę miesięcy. Chyba, że trafi się jakiś niespodziewany przypływ gotówki, co mi się czasami zdarza, więc kto wie :) Ale jest śliczny a właściwie śliczna, bo to na pewno ONA :))) Na razie prowadzę korespondencje, żeby rozwiać wszystkie swoje watpliwości.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Darek Ł. (2009-11-12,07:53): Też robię długi bieg na czas,a nie na dystans i uważam,że jest to słuszne(max2,5h).Co do pulsometru,to faktycznie jest ładny.Mój Polar RS300X,też mi się podoba.Pozdrowienia. tygrisos (2009-11-12,12:20): Dokładnie z tym dystansem. A jeśli chodzi o pulsometr to ważne, żeby podobał nam się nasz :) Marysieńka (2009-11-13,10:04): Śliczna....warta "pokusy"....i oby swojej ceny:))))
|