2008-12-24
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Tradycja (czytano: 525 razy)

Tradycja jest młoda, ale dlatego staram się ją kultywować. Dwa lata temu w Wigilię rano w dresie Tchibo wybiegłam na uliczki kieleckiego osiedla. Potruchtałam jakieś pół godziny, może ciut więcej. To miało być takie zaklinanie rzeczywistoście - od tej pory bieganie miało zagościć w moim życiu na trwalej. Nie wiedziałam jeszcze jak bardzo na trwałe.
Dwa tygodnie poźniej po raz pierwszy przebiegłam dyszkę na Kabatach. Miesiąc potem poprawiłam wynik na kabackiej dyszce. W maju 2007 pobiegłam pierwszy półmaraton, we wrześniu - maraton. W sumie w ciągu roku przebiegłam jakieś 1500 km.
Rok temu o 6 rano odstawilam samochód do myjni i poszłam potruchtać po parku. W tym samym dresie. Trwało to pewnie z 30-40 minut. W marcu złamałam 4 godziny, w październiku padło 3:45. Powoli zbiżam sie do 3000 km w tym roku, w listopadzie padła bariera 100 km w tygodniu i 400 w ciągu miesiąca...
Dzisiaj nie mogło być inaczej. O 6.30. wyszłam na króciutką (5 km) pętelkę wokół osiedla. W tym samym dresie, bo cała reszta już spakowana...
A na zdjęciu - nowa potrawa wigilijna, czyli pulpety rybne przygotowane przez mojego osobistego małżonka :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora jacdzi (2009-01-02,13:05): Musisz Aniu rozpropagowac ta tradycje-biegi wigilijne o poranku. Beauty&Beast (2009-01-02,18:54): Koniecznie w dresie Tchibo ;-) Kkasia (2009-01-22,10:09): ja też mam dres Tchibo i jestem z tego dumna! A co tam...
|