Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [24]  PRZYJAC. [23]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mazi1975
Pamiętnik internetowy
Dum spiro,spero

Przemysław Mazan
Urodzony: 1975-06-05
Miejsce zamieszkania: Warszawa
1 / 68


2008-11-13

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Debiutanckie impresje... (czytano: 123 razy)

 

No cóż, założyłem się z samym sobą że jak złamię 45 minut w tym roku to założę sobie bloga. No i stało się… jeszcze trzy tygodnie temu w Uniejowie pobiegłem w 45:05 i w sumie to nie żałowałem, bo nowa ładna życiówka była a i na zakładanie bloga krzywiłem się wówczas jak sowa karmiona maślanką – głównie z powodu iż z autopsji, czy jak mawia kolega mgr psycholog „z eutanazji” wiem, iż prędzej czy później zaniedbuję takie formy pisactwa…
No, ale zakład jest zakład – 44:57 w XX Biegu Niepodległości, dość niespodziewane. Po pierwsze, przemęczenie: w sobotę 95 minut wybiegania (teraz pod grudniowy półmaraton w Radomiu), w niedzielę zamiast odpoczynku targanie terkoty i glazury na 3 piętro do mieszkania mojej dziewczyny a wczoraj z bolącym grzbietem na imprezę urodzinową. Miało być jedno piwko, a na starcie pojawiłem się z resztkami niewielkiego kaca. Sytuacji nie ułatwiał wmordewind i tłum ludzi na początku, ale na 8. km zauważyłem że mam jakieś 37 minut, więc postanowiłem powalczyć o te 45 minut – 2km po 4 minuty, gdyby nie ostre interwały jakie robiłem na treningu w tym tempie po 3 km to bym wielkiej wiary nie pokładał w tym planie. Wyszło więc po raz kolejny na to, że doświadczenie z treningu jest nie do przecenienia jeśli chodzi o jakiekolwiek modyfikacje taktyki podczas biegu. No i udało się - nowa życiówka ze sporym zapasem w nogach, dużo większym niż w Uniejowie. Czy to znaczy że powinienem sobie pozwalać na pare browarków dzień przed startem? ;) trochę za mało doświadczenia na takie śmiałe tezy, na wszelki wypadek pozostanę przy abstynenckim wariancie przedstartowym.
Tak więc od pierwszego startu na dychę pół roku temu poprawiłem się o ponad 4 minuty. Niby niedużo, tu i ówdzie widuję dużo większe progresje. Ale mam wiarę że jest jeszcze trochę zapasu, choć kolejne minuty do rekordów to będzie jak drążenie kroplą skały.
Teraz o innym biegu – Run Warsaw 2007. To wtedy zaczęła się moja pasja, bo tym słowem dość śmiało określam dziś bieganie. Po 3-4 tygodniach prowizorycznego treningu wymęczyłem wówczas 27:48 na 5 km, na mecie zdechłem kompletnie. Ale atmosfera tego biegu (przyznać trzeba, że teraz trochę inaczej patrzę na takie masówki, ale każdy przechodzi taką „ewolucję” - chyba) porwała mnie na dobre i szukając motywacji do biegania znalazłem ją właśnie w zawodach.
Jednak nie wyniki sportowe są moim zdaniem najważniejsze dla amatora, choć dają sporą satysfakcję ,pozwalają na wytyczanie celów i czerpanie właśnie tej dodatkowej motywacji do codziennej harówki. Mi bieganie ujęło ponad 10 kg, pozwoliło na skuteczną walkę z nadużywaniem alkoholu i niezdrowym stylem bycia ogólnie, z częstymi depresyjnymi nastrojami, dało mi siłę żeby zarówno w życiu osobistym jak i zawodowym podchodzić do wszystkiego z większym optymizmem i rezerwą. Generalnie bieganie naprawia życie - to oczywisty truizm :) jestem przekonany że większość z nas, amatorów, tak właśnie ma. Stąd coś, co warto przekazywać początkującym i zniechęconym wypluwaniem płuc przy truchcie na początku biegowej przygody - trzeba to przetrwać, a po paru miesiącach opłaci się jak cholera.
Tyle na dziś tej epistoły :)


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
BOP55
18:26
maciej:) jaś
18:15
kornik
18:03
StaryCop
17:31
marekcross
17:25
przemek300
17:24
Leno
17:19
benfika
16:44
TomekSz
16:40
Mirek73
16:32
VaderSWDN
16:13
42.195
16:10
Wojciech
16:09
agajagoda
15:12
Piotr100
14:54
arek_tg
14:26
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |