2026-01-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Migawki z 2025 (czytano: 156 razy)

Rok 2025 rozpoczynałem z dużymi ambicjami i sporymi obawami. W planach były dwa maratony na szybkich trasach i ultra na dystansie, którego do tej pory nie biegałem. Jednocześnie 2024 był rokiem, biegowo, trudnym. Po wiosennym „załamaniu” na treningowych ścieżkach byłem namawiany do odpuszczenia wiosennego maratonu. Pobiegłem. Jednak wymarzone tempo (4:15) utrzymywałem tylko przez 10 km. Z dużym dystansem podszedłem również do jesiennego maratonu. Jednak jego wynik (poniżej 3:10) na pagórkowatej trasie natchnął mnie nadziejami na kolejny rok:
Rozpocząłem, jak to często w przeszłości bywało, od Półmaratonu Wiązowskiego. Ukończyłem w 1:26:45, w niezłej kondycji, co przekroczyło moje oczekiwania. Pełen nadziei pojechałem do Zurichu. Wynik poniżej 3:10 byłby „akceptowalny”, tymczasem prawie do 40-tego kilometra czułem realną szansę na „połamanie”(po raz czwarty) granicy 3 godzin. Niska temperatura i deszcz, w którym zawsze czułem się dobrze doprowadziły mnie do mety w czasie 3:02:01 i wprowadziły szwajcarski „akcent” na listę dziesięciu najszybszych maratonów (a lista jest długa ;) Potem, niejako siłą rozpędu, po „Otwockiej Dyszce”, w której stanąłem na podium w kategorii wiekowej, wybrałem się po raz dziesiąty do Hajnówki, na półmaraton. I było znakomicie, niemal idealnie !
1:25:09, w deszczu, to jeden z najlepszych wyników, które osiągnąłem w półmaratonie ! Czułem się świetnie i świeżo a do pełni szczęścia zabrakło podium w kategorii wiekowej (byłem 6 i 13 open). Stawka moich „rówieśników” była najmocniejsza a ja zbliżam się nieuchronnie do końca kategorii.
Na tym szybkie bieganie w ubiegłym roku powinno się skończyć. Wiedziałem o tym planując sezon. Stutrzydziestokilometrowy bieg po górach eksploatuje organizm na długie tygodnie, szczególnie gdy jest to organizm niemal pięćdziesięciolatka z szesnastoletnią historią intensywnego, amatorskiego ale ambitnego biegania. Ale chciałem „domknąć” pętlę Dolnośląskiego Festiwalu Biegów Górskich i zrobiłem to po niemal 23 godzinach trudów. Tym razem deszcz nie był sprzymierzeńcem tylko nieomal „katem” moich ultramaratońskich nadziei. I to dosłownie.
Podbijany, z dziurą w czole (bliznę mam do dzisiaj) walczyłem z chęcią odpuszczenia w połowie dystansu. A jednak trasa z Lądka do Kudowy została pokonana a ilość gratulacji, które otrzymałem z tego tytułu była największa z dotychczasowych. Czułem i czuję nadal, że zrobiłem coś wyjątkowego z czego będę dumny forever ;-) No i ta prośba czteroletniego Synka, żebym już nie wychodził na taki długi trening :-)
Po ultra spodziewałem się ciężkiej i długiej regeneracji, która ograniczy moje możliwości wynikowe do końca roku. Stało się jeszcze gorzej. I chociaż w Biegu Powstania Warszawskiego, w którym wystartowałem 14 rok z rzędu (z pandemiczną przerwą) osiągnąłem fajny czas (41:14) jak na fakt, że wystartowałem osiem dni po osiągnięciu mety w Kudowie to później „zaliczyłem zapaść” podczas Półmaratonu Szlaku Walk nad Bzurą w Sochaczewie. Fakt, że trasa w drugiej części była mocno „pofałdowana” ale kilkukrotne przejście do marszu po 14 km (z tempa 4:10/km) nie zdarzyło mi się nigdy na tym dystansie. Czas 1:31:12 był wszystkim, na co było mnie stać 6 tygodni po ultramaratonie.
Jechałem więc do Chicago bez większych nadziei choć dalsze przygotowania przebiegły bez zakłóceń. Jedynie ból pleców po mocnym uderzeniu rowerowego siodełka, tydzień przed startem, mocno niepokoił. Ale przecież to Majors. Miejsce gdzie padły obydwa rekordy świata w maratonie.
Nie mogłem odpuścić ! Ruszyłem na sub 3:00. I trzymałem niemal do 30-tego kilometra. Ból dolnej części pleców i zmęczenie sezonem nie pozwoliły na więcej. Czas 3:05:49 uważam w tych warunkach za satysfakcjonujący.
I tak skończył się sezon, w którym dopisałem do listy 47,48 i 49 maraton. Były to biegi „jakościowe”. Ponad 20 maratonów w czasie poniżej 3:15 napełnia mnie dumą !
Po kilkutygodniowej przerwie ruszyłem do pracy bo jubileuszowy maraton zaplanowałem na pięknej Maderze, w styczniu (asfaltowy, pętle w Funchal). Niestety kłopoty z lędźwiowym odcinkiem kręgosłupa i przede wszystkim – naderwania lewego Achillesa wymusiły rezygnację i trwający już dwa miesiące „odpoczynek”. Kiedy wrócę i czy będę w stanie jeszcze szybko biegać ?
Nie wiem ale wierzę. Ten rok zaczynam ze sporą obawą i nadzieją. A jak go skończę ?
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Piotr Fitek (2026-01-07,19:58): Gratulacje za ten rok! Powodzenia zatem i w tym :) Maratońskie osiągnięcia robią wrażenie!
|