2013-12-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| E viva tran! (czytano: 1302 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://anamalia.wrzuta.pl/audio/8AWY2ABmPrF/

Piszę z łóżka.
Nie dlatego, że zagnały mnie tu jakieś sekscesy i pozostawiły na dłuższą chwilę, ale dlatego, że choróbsko mnie dopadło.
Wczoraj, po powrocie z Jerzykiem ze szkoły muzycznej, padłam na twarz i zostałam w łożu do dzisiejszego poranka. Czuję się lepiej niż wczoraj, ale to wcale nie znaczy, że czuję się dobrze!
Do tego stanu jest mi jeszcze bardzo daleko.
Katar, ból głowy, stan podgorączkowy, słowem - nieładnie.
Ale! Przynajmniej nie mam juz dreszczy, które męczyły mnie cały wczorajszy dzień.
Ironia losu po prostu:)
A na czym polegająca?
Ano na tym, że od trzech i pół miesiąca codziennie karnie jem tran. Odbija mi się paskudztwem niemiłosiernie, ale czegóż się nie robi dla podreperowania nadwerężonej odporności (a moja odporność jest hasłem raczej umownym; po prostu nie mam jej i tyle)?
Tak więc żrę paskudztwo, czkam ohydnie, a jak mnie miało dopaść, to i tak dopadło.
I to właśnie jest owa wspomniana ironia losu.
Poza tym żyję, a pogłoski o mojej śmierci są przesadzone.
Żyję, tylko remont naszej kuchni i pomysły szkolne moich dzieci nieco podcinają mi skrzydła.
Jak już wspominałam gdzie indziej, mam ostatnio jakiś dziwny i zupełnie dla mnie niezrozumiały przypływ kobiecości - obłędnej urody (i koloru) szydełkowa wełniana chusta, jakieś bluzeczki do ciała, jakaś sukienka, spódniczki, broszka, wisiorek, kolczyki, pierścionki...
Sama siebie nie poznaję:)
Ale... przypominam sobie znaną skądinąd teorię, że jak kobieta ma kryzys, to powinna sobie kupić czerwoną szminkę - podobno kryzys mija, jak ręką odjął.
Ponieważ szminek nie używam, więc poprzestałam na błyszczyku (sic!). Do tego te wszystkie fatałaszki i moje ukochane perfumy (obłędnie cudowne Aqua Allegoria Mandarine Basilic, Guerlain"a), i tak uzbrojona zaczynam się czuć prawie że znakomicie.
Tylko ten katar nieco mi skrzydełka podcina;)
Nic to!
Święta za pasem, Bieg Sylwestrowy za pasem, Mikołaj za dwa dni!
Muszę wleźć na strych po dłuższa kurtkę. Szkoda nerek:)
W linku piosenka. Starszawa, ale wciąż lubiana.
Fotka to taka sobie kreacja nie mająca absolutnie nic współnego z wpisem ani z rzeczywistością:)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora mamusiajakubaijasia (2013-12-04,11:04): Jacku, przeciez mówiłam, że zdjęcie nie ma nic wspólnego z wpisem:) A tran łykam w kapsułkach:))) mamusiajakubaijasia (2013-12-04,13:28): Taaak, a do tego tranu (cytrynowego) z ginem jeszcze ciut lodu i będzie drink stulecia :) Henryk W. (2013-12-04,13:59): Po mojej wrześniowej chorobie Grażyna tez mi zaordynowała taki tran w kapsułkach. Ależ to fraszka, za dziecinnych lat to był tran, do tej pory pamiętam-mama podawała mi dwie łyżki najpierw łyżka tranu fuj fuj i natychmiast potem łyżka soku malinowego albo cukru mniam mniam. ikusia (2013-12-04,20:09): życzę szybkiego powrotu do zdrówka jacdzi (2013-12-05,09:51): Gaba dochodz szybko... znaczy sie: do siebie ze zdrowiem;-)
A zamiast tranu polecam miod, czosnek, cytryne i seks. Magda (2013-12-07,14:58): też kiedyś, skuszona licznymi reklamami, sięgnęłam po tran. Bardzo źle się po nim czułam i odstawiłam po 3 dniach. Od tego czasu wszelkie takie rzeczy ostrożnie testuję na sobie, dbając by nie zmieniać innych rzeczy w jadłospisie i ogólnie-życiu, żeby test był jak najbardziej wiarygodny. Tobie najwyraźniej tran również nie służy (to odbijanie się- zupełnie jakby organizm go nie chciał przyjąć) więc nic nie zyskujesz i niepotrzebnie się nim katujesz :)
|