2013-10-22
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Fucha... (czytano: 551 razy)

W życiu można podłapać różne fuchy.
W przypadku kobiet tylko pozornie liczy się to, co planowało się w dzieciństwie bądź w czasach wczesnej młodości.
Kiedy byłam młodziutką kobietą (chyba wciąż jeszcze dziewczyną), to tak sobie myślałam, że pewnie kiedyś będę mieć rodzinę - jakiegoś męża, dwie córki (a co innego mogłabym mieć, jeżeli w mojej rodzinie od trzech pokoleń nie urodził się żaden chłopiec?), jakieś tam życie rodzinne, pracę, może jakieś pasje, na pewno czytanie...
Jedynie to ostatnie ziściło się w 100 procentach (choć na brak męża też nie mogę narzekać. A może właśnie mogę? Jeżeli mąż pół życia pracował w handlu, a teraz związał swoje losy zawodowe z międzynarodową korporacją, to oglądam go zdecydowanie rzadziej, a na pewno dużo później, niż bym chciała).
Kiedyś - dawno temu - moja teściowa w rozmowie ze mną wypowiedziała znamienne zdanie, że największym przekleństwem jej życia było to, że jej mąż, a mój teść, codziennie po powrocie z pracy MUSIAŁ się kwadrans zdrzemnąć. Wtedy, kiedy ona go najbardziej potrzebowała (dwójka dzieci, dom i obiad do ugotowania bądź podania), on zapadał w CODZIENNĄ drzemkę.
Na swój sposób jej nawet współczułam.
A co jest największym przekleństwem mojego życia?
Jak by to głupio i niepoważnie nie zabrzmiało, największym przekleństwem mojego życia jest budzenie mojego męża do pracy.
Jest to praca ciężka, niewdzięczna, ogromnie stresująca i mało efektywna.
No jeżeli od momentu PIERWSZEGO sygnału o konieczności wstania do momentu wstania mija 45 minut (tak jak dziś), bądź najmarniej piętnaście (na ogół)...
Załamać się można!
Wszelkie sposoby wypróbowane, wszelkie sposoby zawodzą :(
Jeżeli dodać do tego, że trzej synowie poszli w ślady ojca (bez wyjątku), to nietrudno zrozumieć, że jako osoba raczej obowiązkowa, każdy dzień rozpoczynam małym horrorem, ciężką jazdą emocjonalną i potężną dawką nerwów.
I nienawidzę tego z głębi duszy!!!
(Co ciekawe, kiedy pracowałam zawodowo i w czasie ich wstawania byłam w pracy, podobno ze wstawaniem nie mieli kłopotów i nawet się do szkoły nie spóźniali. Hm, cuda i dziwy...)
Najgorsze jest to, że na grzeczne słowa i normalny głos nie reagują zupełnie.
Za to kiedy głos podnoszę, pomstują, że krzyczę, i że w takich warunkach się żyć nie da.
No, nie da się.
Z tym się zgadzam.
Ale czy da się żyć w warunkach permanentnego stresu związanego z codzienną pobudką?
Też się nie da...
Nerwica - i to potężna - co najmniej.
Fucha bycia matką dzieciom i żoną mężowi...
Kanikuła?
Odpoczynek?
Luzik?
Bynajmniej...
ORKA NA UGORZE!
(I choć zapewne bywają gorsze, to w tej najcięższe jest to, że trwa 24 godziny na dobę przez kilka lat bez przerwy.)
Podtrzymywanie ogniska domowego...
Hm, w moim wypadku raczej wybuchowa sprawa:)
Z przytupem, hołubcami i fajerwerkami:)
Kocham ich:)
I chyba tylko dzięki temu wciąż, cholery jedne, żyją:)
Fotka: czasem, jak ten kot, chciałabym skryć się gdzieś w kącie, pod kołdrą, gdziekolwiek, mocarną łapą zabrać co moje (książkę!), a w spojrzeniu mieć takie cudownie odpychające "spieprzaj!".
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora tdrapella (2013-10-22,10:45): Zupełnie nie rozumiem Twojego problemu. Ale to zupełnie. A ty jesteś ich buzikiem? To Ciebie spotkają konsekwencje spóźnienia się do pracy lub szkoły? Daj wszystkim możliwość poniesienia konsekwencji spóźnienia, Najlepsza metoda. Na Twoim miejscu wstałbym rano, ew. zrobił sniadanie i postawił na stole i oddałbym sie innym czynnościom, choćby czytaniu ksiązki. No może jedynie Jerzyk jeszcze wymaga Twojego budzenia i doglądania. Reszta na pewno nie. paulo (2013-10-22,13:10): w sumie wyczułem, że choć ponarzekać i wyładować musisz:), ale ich kochasz i nie zamieniłabyś tego życia na żadne inne :). A tak w sumie to w czasie ich wstawania ja na Twoim miejscu wychodziłbym na zakupy :) tdrapella (2013-10-22,14:15): Ja bym wyszedl paulo na trening :D
(2013-10-22,14:41): też mi się zdaje, że terapia szokowa by pomogła - mama/żona zastrajkowała (wyjechała, wyszła na trening itp)., to nie mieliby wyjścia - musieliby sie sami pozbierać rano :-) paulo (2013-10-23,09:00): w sumie Tomku masz rację, lepszy byłby trening. Wracasz, a tu pusty dom :) wszyscy są albo w szkole albo w pracy :)
|