Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [126]  PRZYJAC. [285]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mamusiajakubaijasia
Pamiętnik internetowy
"Byle idiota pokona kryzys; to co cię wykańcza, to codzienna harówka" - Antoni Czechow

Gabriela Kucharska
Urodzony: 1972-08-26
Miejsce zamieszkania: Rudawa / Kraków
511 / 579


2013-10-22

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Fucha... (czytano: 551 razy)

 

W życiu można podłapać różne fuchy.

W przypadku kobiet tylko pozornie liczy się to, co planowało się w dzieciństwie bądź w czasach wczesnej młodości.

Kiedy byłam młodziutką kobietą (chyba wciąż jeszcze dziewczyną), to tak sobie myślałam, że pewnie kiedyś będę mieć rodzinę - jakiegoś męża, dwie córki (a co innego mogłabym mieć, jeżeli w mojej rodzinie od trzech pokoleń nie urodził się żaden chłopiec?), jakieś tam życie rodzinne, pracę, może jakieś pasje, na pewno czytanie...

Jedynie to ostatnie ziściło się w 100 procentach (choć na brak męża też nie mogę narzekać. A może właśnie mogę? Jeżeli mąż pół życia pracował w handlu, a teraz związał swoje losy zawodowe z międzynarodową korporacją, to oglądam go zdecydowanie rzadziej, a na pewno dużo później, niż bym chciała).

Kiedyś - dawno temu - moja teściowa w rozmowie ze mną wypowiedziała znamienne zdanie, że największym przekleństwem jej życia było to, że jej mąż, a mój teść, codziennie po powrocie z pracy MUSIAŁ się kwadrans zdrzemnąć. Wtedy, kiedy ona go najbardziej potrzebowała (dwójka dzieci, dom i obiad do ugotowania bądź podania), on zapadał w CODZIENNĄ drzemkę.
Na swój sposób jej nawet współczułam.

A co jest największym przekleństwem mojego życia?
Jak by to głupio i niepoważnie nie zabrzmiało, największym przekleństwem mojego życia jest budzenie mojego męża do pracy.
Jest to praca ciężka, niewdzięczna, ogromnie stresująca i mało efektywna.
No jeżeli od momentu PIERWSZEGO sygnału o konieczności wstania do momentu wstania mija 45 minut (tak jak dziś), bądź najmarniej piętnaście (na ogół)...
Załamać się można!
Wszelkie sposoby wypróbowane, wszelkie sposoby zawodzą :(

Jeżeli dodać do tego, że trzej synowie poszli w ślady ojca (bez wyjątku), to nietrudno zrozumieć, że jako osoba raczej obowiązkowa, każdy dzień rozpoczynam małym horrorem, ciężką jazdą emocjonalną i potężną dawką nerwów.
I nienawidzę tego z głębi duszy!!!

(Co ciekawe, kiedy pracowałam zawodowo i w czasie ich wstawania byłam w pracy, podobno ze wstawaniem nie mieli kłopotów i nawet się do szkoły nie spóźniali. Hm, cuda i dziwy...)

Najgorsze jest to, że na grzeczne słowa i normalny głos nie reagują zupełnie.
Za to kiedy głos podnoszę, pomstują, że krzyczę, i że w takich warunkach się żyć nie da.
No, nie da się.
Z tym się zgadzam.
Ale czy da się żyć w warunkach permanentnego stresu związanego z codzienną pobudką?
Też się nie da...
Nerwica - i to potężna - co najmniej.

Fucha bycia matką dzieciom i żoną mężowi...
Kanikuła?
Odpoczynek?
Luzik?
Bynajmniej...

ORKA NA UGORZE!

(I choć zapewne bywają gorsze, to w tej najcięższe jest to, że trwa 24 godziny na dobę przez kilka lat bez przerwy.)


Podtrzymywanie ogniska domowego...
Hm, w moim wypadku raczej wybuchowa sprawa:)
Z przytupem, hołubcami i fajerwerkami:)




Kocham ich:)
I chyba tylko dzięki temu wciąż, cholery jedne, żyją:)




Fotka: czasem, jak ten kot, chciałabym skryć się gdzieś w kącie, pod kołdrą, gdziekolwiek, mocarną łapą zabrać co moje (książkę!), a w spojrzeniu mieć takie cudownie odpychające "spieprzaj!".



Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


tdrapella (2013-10-22,10:45): Zupełnie nie rozumiem Twojego problemu. Ale to zupełnie. A ty jesteś ich buzikiem? To Ciebie spotkają konsekwencje spóźnienia się do pracy lub szkoły? Daj wszystkim możliwość poniesienia konsekwencji spóźnienia, Najlepsza metoda. Na Twoim miejscu wstałbym rano, ew. zrobił sniadanie i postawił na stole i oddałbym sie innym czynnościom, choćby czytaniu ksiązki. No może jedynie Jerzyk jeszcze wymaga Twojego budzenia i doglądania. Reszta na pewno nie.
paulo (2013-10-22,13:10): w sumie wyczułem, że choć ponarzekać i wyładować musisz:), ale ich kochasz i nie zamieniłabyś tego życia na żadne inne :). A tak w sumie to w czasie ich wstawania ja na Twoim miejscu wychodziłbym na zakupy :)
tdrapella (2013-10-22,14:15): Ja bym wyszedl paulo na trening :D
(2013-10-22,14:41): też mi się zdaje, że terapia szokowa by pomogła - mama/żona zastrajkowała (wyjechała, wyszła na trening itp)., to nie mieliby wyjścia - musieliby sie sami pozbierać rano :-)
paulo (2013-10-23,09:00): w sumie Tomku masz rację, lepszy byłby trening. Wracasz, a tu pusty dom :) wszyscy są albo w szkole albo w pracy :)







 Ostatnio zalogowani
bobparis
08:37
Tatanka Yotanka
08:22
platat
07:54
Leno
07:36
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:33
MOSIRMYSŁOWICE
07:21
Raffaello conti
07:10
jaro109
06:52
Andrea
00:59
Piotr100
23:45
GriszaW70
23:01
ronan51
22:15
uro69
21:51
Wojciech
21:51
benfika
21:34
szyper
21:30
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |