2013-10-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Taniec... (czytano: 728 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.youtube.com/watch?v=-X8_6M5tCuA

Wpis na kolanie, bo bardzo się śpieszę, ale fotka z fanpage`a Jonathana Carrolla mnie natchnęła do maleńkich przemyśleń. A nawet wspomnień niewinnych:)
Taniec...
Czy warto pisać (i myśleć) o czymś tak nieistotnym jak taniec?
Nie wiem.
Ale jeżeli warto o czymś tak nieistotnym jak bieganie ;)
Zawsze myślałam, że jestem osobą nietańczącą, bo tak w zasadzie jest.
A może inaczej.
Jestem osobą tańczącą. Walca!
Tylko i wyłącznie, bo niczego innego tańczyć nie umiem.
Za to walca tańczę cała sobą i uwielbiam to w stopniu nieumiarkowanym:)
Jak to się zaczęło?
Otóż kiedyś - bardzo dawno temu, byłam na kursie podharcmistrzowskim w Oleśnicy, w prastarym zamku piastowskim z obłędnie wielką, a nawet piękną, salą balową.
I tam to kolega spoglądając ze swojej wysokiej chudości na moją przyciężkawą niskość stwierdził, że nauczy mnie tańczyć walca!
Oczywiście, że się broniłam.
Tylko nikt mnie nie pytał o zdanie:)
Zamknęliśmy się w tej sali balowej na łańcuch w cztery osoby: kolega -nauczyciel, ja, żona kolegi nauczyciela i pianista (fortepian tam stał, a kolega pianista nam te walce wygrywał aż miło).
I ta nauka miała swój wielki sens.
Dlaczego?
Bo sala balowa z definicji jest wielka. A Juś jak się ze mną rozpędził, to wymiótł mną absolutnie wszystkie kąty:) Jego żona (w zaawansowanej ciąży) podśmiewała się pod nosem w kąciku, a ja wirowałam umiejętnie prowadzona przez niezmordowanego i cierpliwego do bólu autora pomysłu.
Długo to trwało, ale zakończyło się sukcesem!
Nauczył mnie.
Z jednym małym zastrzeżeniem, mianowicie, ja walca lubię tańczyć tak raczej bardziej przestrzennie niźli dreptać w miejscu:)
Mijały lata...
Ja nie tańczyłam w ogóle, bo jakoś tak walc jest w zaniku, a innych rzeczy przecież nie potrafię i generalnie nie jestem do tego stworzona.
Do czasu ślubu Zulusa:)
Wtedy to na plaży w Kokotku wyprawiałam swoje dzikie harce (z tańcem nie mające jednakowoż wiele wspólnego) i tyle.
Przerwa...
A potem Andrzejki KKB Dystans w Myślenicach.
Oczywiście, że nie zamierzałam tam tańczyć i nawet byłam nieszczęśliwa z powodu lekkiego mnie do tańca przymuszania (nieskutecznego zresztą).
Aż tu nagle w tle usłyszałam przepięknego walca. I to był ten moment! Tusik siedział u mej lewicy, więc - wiedząc o tym, że przez lata trenował taniec towarzyski i w związku z tym walca MUSI umieć tańczyć - poprosiłam go o tego walca. Mateusz stanął na wysokości zadania i poprowadził mnie w tym walcu tak, że w pewnym momencie środek sali był nasz a reszta tancerzy gdzieś tam pod ścianami stojąc, przyglądała się naszym wyczynom.
Powiem krótko. Każda kobieta, która lubi tańczyć walca powinna kiedyś trafić w taneczne ramiona Mateusza! MISTRZOSTWO!
Potem grzecznie wróciłam na swoje krzesło, a kiedy sala wyraźnie opustoszała, zostaliśmy na niej w czwórkę i wtedy stwierdziłam, że z zasadzie "czemu nie"? I ruszyłam w tany:)
Ucieszny był to widok, jak sądzę, ale jakoś tak mnie to niespecjalnie martwiło. Wirowałam, skakałam, tupałam i wykonywałam inne dziwne ruchy, mając z tego wyraźną uciechę:)
Pod koniec tańczyłyśmy już we dwie z koleżanką, kiedy nasi panowie nieco już zmęczeni odpoczywali na krzesełkach:)
I fajnie nam się razem tańczyło:)
Potem znów jakaś przerwa...
Rok później Andrzejki i znów walce z Tuskiem i Piotrkiem (okazało się, że rodzony mąż walca tańczy bardzo dobrze. Nie tak, jak Mateusz, ale on tańca nigdy nie trenował. Ale prowadzi naprawdę fajnie.). Na tych Andrzejkach pozbyłam się kompleksów tanecznych. Co prawda ja tańczyć nie umiem. Ale panowie, którzy ze mną wtedy tańczyli (na własne życzenie. Nikogo nie przymuszałam!) nie umieli jeszcze bardziej i było to na swój sposób rozczulające:)
No i tan taniec do mnie co jakiś czas wraca:)
Może nie zawsze w formie tańca. Częściej w formie skoków, radochy i dziwnych ruchów, ale w gruncie rzeczy nie ma to większego znaczenia.
Po prostu w pewnym momencie dotarło do mnie, że do tańca podchodzę tak, jak do biegania.
Radośnie, na luzie, bez spinania się, bo po prostu nie warto:)
To jest TYLKO i aż taniec:)
A nie sens życia:)
I do takich to przemyśleń skłoniła mnie fotka znaleziona u Jonathana C.
Miłego dnia:))
PS. Potańczyłby człowiek ;)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Tr (2013-10-02,13:25): "Rok później Andrzejki i znów walce z Tuskiem i Piotrkiem" Ależ masz znajomości Gabrysiu! Na samych szczytach władzy. :)) Piękny wpis. Czytałam z przyjemnością. :) dex-ter (2013-10-02,13:33): Mylenie Tuska z Tusikiem może któregoś obrażać:)))) paulo (2013-10-02,14:49): taniec, hmm, może w formie tradycyjnej (party, disco) trochę już zapomniany, a szkoda, ale jak jestem szczęśliwy to tańczę, a raczej gimnastykuję się przed lustrem :). Bardzo to lubię od czasu do czasu :) jacdzi (2013-10-02,15:18): Walc w sali balowej na Zamku w Olesnicy ;-) Peepuck (2013-10-02,18:13): Żałuję, że nie potrafię złapać takiego luzu i dystansu do swojej nietaneczności jak Ty. Żonka by się ucieszyła. Nawet naszego ślubnego walca musiałem nauczyć się na pamięć... mamusiajakubaijasia (2013-10-02,18:16): No i teraz nie wiem, czy tego Tuska na Tusika poprawiać czy nie. Urocze komentarze straciłyby sens.................................... Ciekawe, czy Tusk tańczy walca? mamusiajakubaijasia (2013-10-02,18:17): Konrad, kiedy wychodziłam za mąż, jeszcze luzu do swej nietaneczności nie miałam. Na szczęście nie miałam też wesela, więc problemu z tańcem młodej pary nie było :)
|