Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [10]  PRZYJAC. [22]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Nurinka6
Pamiętnik internetowy
Wirtualne pisadło, czyli pamiętnik (nie) biegaczki.

IWONA SOBOLEWSKA
Urodzony: 1965-04-17
Miejsce zamieszkania: POZNAN
53 / 111


2013-05-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
17 - kluczem do Półmaratonu w Trzemesznie 2013 (czytano: 273 razy)

 

Minął rok a ja znowu jestem w Trzemesznie.
Dwa biegi. To samo miejsce a wszystko jakby inne. Co je łączy ? Nazwa, trasa i odległość. Co je różni ? Wszystko. Pogoda, atmosfera i czas.

Trzemeszno 2012.
27 stopni w cieniu. Żar leje się z nieba. Powietrze stoi a nad szosą faluje do tego stopnia, że miejscami można zaobserwować miraż zwany też fatamorganą, a to zjawisko ma miejsce tylko przy silnym nagrzaniu dużych powierzchni i wygląda jak ogromna kałuża, w której się wszystko odbija. Jest aż tak źle ? Biegniemy praktycznie od cienia do cienia rzucanego przez przydrożne drzewa. Pod warunkiem, że tam rosną. Są całe odcinki trasy bez ani jednego drzewka. Pełna ekspozycja na słońce. Niemal jak Sahara. Przypomina mi się Afryka.
Długa trasa w słońcu niemal roztapia buty i ma się wrażenie przyklejania podeszwy do asfaltu. Jakbym biegała po budyniu. Płuca wciągają powietrze tak nagrzane jak z piekarnika. Wodę wlewamy w siebie i na siebie żeby przetrwać. Miejscami mam wrażenie, że biegnę po pustyni. Trasa niemal ciągle pod górkę. Najgorszy odcinek to ten po białych kamieniach i piaszczystej drodze, pod górkę w pełnym słońcu między polami. Kurz wzbija się z każdym krokiem. Dla mnie ekstremalne warunki jak na pierwszy w życiu półmaraton.
Ale za to atmosfera imprezy może przyprawić każdego prawdziwego biegacza o przyśpieszone bicie serca, przywołać uśmiech na twarzy i podnieść poziom endorfin. Mimo że ja nie przywiązuję aż takiej wagi do całej tej otoczki, to jednak muszę przyznać, że nie sposób było nie zauważyć, że miasto żyje wielką imprezą sportową, niczym piknikiem majowym. Wówczas kibice dopisali. Tłumy na trasie. Bajecznie kolorowo. Banery, baloniki, wuwuzele i co tylko. Głośno. Szalony doping. Kurtyny wodne na trasie, kadzie z wodą w przydrożnych gospodarstwach. Miejscowi stali przy drodze polewając biegnących ogrodowymi wężami. Pełno ich było w oknach, przy płotach a nawet na dachach swoich domów. Tak było rok temu. Czas: 2:16.

Trzemeszno 2013.
7 stopni. Ciężkie deszczowe chmury nad horyzontem. Ani skrawka niebieskiego nieba nie wspominając już o słońcu. Przeszywający wiatr i siekący deszcz. ZIMNO ! Niektórzy biegli w czapkach i rękawiczkach. Przemoczonych rękawiczkach. Pozostali mogli pochwalić się zgrabiałymi z zimna rękami w kolorach biało – sinym ! Gdy przewożono nas autokarami do Mogilna skąd starujemy zaczął padać deszcz i w Mogilnie już lało Na szczęście, gdy startowaliśmy pogoda się chyba nad nami zlitowała, bo przestało padać na chwilę. Na chwilę, bo potem już na trasie pojawiła się mżawka i z każdym kilometrem kropiło coraz mocniej by rozpadać się przed metą na dobre. Medal odbierałam w strugach deszczu. Pogoda była na tyle koszmarna a prognozy na tyle odstraszające, że spora część biegaczy po prostu zrezygnowała ze startu.
Z tej samej przyczyny nie dopisali kibice. Pojedynczy doping szaroburych ludzi pod parasolami, w kurtkach przeciwdeszczowych. Musieliśmy wyglądać co najmniej dziwnie. Tłum zmokniętych biegaczy bezszelestnie mknących mokrą szosą. Jedynymi świadkami naszych zmagań byli policjanci, których mokre mundury świeciły już z daleka i żółte tablice wbite w ziemię z informacją o przebiegniętych kilometrach. Było paskudnie i przygnębiająco aż się biec nie chciało. Zero przyjemności. U mnie nałożyły się trzy czynniki: pogoda ( musiałam biec w deszczu, czego NIGDY nie robię ! ) stres, ( niecałe 2 tygodnie temu umarła moja 13 letnia kotka, a już kolejna jest w ciężkim stanie – to złamałoby każdego twardziela !) , moja wrodzona niechęć do biegania.
Jak tylko sobie pomyślę jak ja nie lubię biegać to BIEGNĘ SZYBCIEJ. Już jeden z tych czynników wystarczy żebym nabrała tempa ! Ale TRZY naraz to mieszanka iście wybuchowa – swoisty doping bez dopingu ! Efekt ? Znowu niechcący złamałam życiówkę. Poprawiłam wynik sprzed roku o 17 minut ! Czas: 1:59 zatem złamałam magiczne 2 godziny.
Sorry DNA ! Nie wiem czy mi się to znowu uda ale co tam !
Dokonałam przy tym paru ciekawych spostrzeżeń. Po pierwsze: zdecydowanie przyśpieszam na podbiegach i górkach. Mijam wielu zdziwionych biegaczy, którzy ledwo człapią i innych, którzy później i tak wyprzedzą mnie na płaskim. Bo ja wolniej biegam na płaskim. Po drugie: jak na kogoś, kto nie trenuje regularnie żeby nie powiedzieć, że nie trenuje właściwie WCALE, a już na pewno nie z głową, nie robi żadnych skipów, interwałów czy podbiegów tylko mniej lub bardzie długie wybiegania raz od święta, a ostatnio od jednego HM do drugiego HM to chyba całkiem niezłe osiągnięcie ? Rok temu w Trzemesznie miedzy mną a znajomym biegaczem, który regularnie trenuje i biega maratony było 26 minut różnicy, teraz tylko 9 – no comment.




Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


paulo (2013-05-04,17:24): szkoda, że nie dane nam było się spotkać, ale co do bloga to przyznaję, iż dwie różne skrajności w ostatnich dwóch latach. W 2012 ledwo żywy z wycieńczenia i upału z czasem 1:46, a w tym roku ożywiony kroplami deszczu i chłodu z czasem 1:35 :)
jacdzi (2013-05-04,18:48): Mimo wielu przeciwnosci, od pogody innej niz przed rokiem do stresu ktory Cie dopadl w zwiazku z chorobami i smiercia najblizszej KotkiPOKAZALAS PAZUR! Zlamalas 2h i juz prawie dogonilas znajomego maratonczyka. Maraton jest coraz blizszy;-)







 Ostatnio zalogowani
mittwoch1
09:37
Wojciech
09:07
andreade
08:50
platat
08:11
Bartaz1922
07:51
kratke
07:34
Leno
07:02
42.195
06:56
p5ychol
03:57
Pędziwiatr
02:53
Piotr100
23:40
mandos
23:38
romelos
22:53
Michał
22:12
anielskooki
22:07
jantor
21:46
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |