2013-04-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Bieganie samemu a bieganie stadne (czytano: 393 razy)

Podobno najtrudniej się biega samemu. Trzeba być niezwykle silnie zmotywowanym i zdyscyplinowanym, żeby dawać sobie kopa, wkładać buty i wybiegać na trasę. Propozycja tylko dla miłośników biegania !. Albo dla samotników, ale to już oddzielna kategoria.
Jeśli jesteś mizantropem a strzępienie języka na próżno cię drażni to nie ma nic lepszego jak samotne bieganie. Albo jeśli nie możesz złapać oddechu a rozmowa, nawet najbardziej porywająca, jeszcze ci ten oddech zabiera to bieganie w stylu: „samotny wilk” wydaje się najbardziej uzasadnione. Albo jeśli wszyscy twoi znajomi biegną szybko i jeszcze przy tym swobodnie rozmawiają wybuchając co chwilę lekkim i niewymuszonym śmiechem a ty ledwo ich możesz dogonić, to na pewno NIE jesteś stworzony do stadnego biegania. Czyżbym właśnie napisała o sobie ?
Zawsze biegam SAMA. Po pierwsze, dlatego, że trudno mi się z kimś umawiać, gdy mogę 100 razy zmienić zdanie. Jako że fanem biegania jeszcze nie jestem ( chociaż wciąż mam nadzieję, że kiedyś to nastąpi ) to trudno mi jest wykrzesać entuzjazm a potem utrzymać go na satysfakcjonującym poziomie do dnia biegu. Tysiąc razy mi przejdzie a ja będę szukać wymówki żeby tylko nie pobiec. Już to przerabiałam. Potem wstyd. Wybieram spontaniczne decyzje, więc schemat jest mniej więcej taki: wstaję i decyduję, że dzisiaj jest TEN dzień.
To znaczy dzień na bieganie. Nie zakładam ile pobiegnę, bo dopiero na trasie mój organizm mnie łaskawie powiadomi na ile się czuje. Po drugie biegam sama, dlatego, że biegając samemu nie trzeba z nikim rozmawiać i ze spokojem można zatopić się w myślach. Byle nie utonąć ! Zresztą można z myślami zrobić wszystko. Można się nimi rozkoszować dryfując na fali jakichś wspomnień. Można je poprzestawiać do woli. Można się z nimi pobić. A wtedy okazuje się, że wyjdziemy z tej potyczki bardziej znokautowani i wymęczeni niż po biegu. Można też przeprowadzać symulacje rozmów, których się nigdy nie odbyło albo chciałoby się dopiero przeprowadzić. Po trzecie, gdy biegam sama jestem ja i natura, ja i las, ja i jezioro, które okrążam. Ja i kaczki na wodzie, a potem znowu ja i las, ja i jezioro, ja i kaczki. I tak w kółko. Chyba że kaczki odpłyną.
Z kolei bieganie parami ma tę zaletę, że para to siła. Jest ich dwoje w różnych konfiguracjach płciowych: dwie ONE, dwóch ONYCH czy ON i ONA. Nieważne. Zasada jest taka, że znają się dobrze a przede wszystkich znają swoje możliwości, swoje słabe i mocne strony i wypracowują takie tempo treningowe, taki dystans, że obojgu pasuje. I o to chodzi
Jest też bieganie stadne. Ten rodzaj biegania ma to do siebie, że stado daje poczucie przynależności, dodaje siły i motywuje. W stadzie przyjemnie, ale i efektywnie spędza się czas. Trening jest dobrze przepracowany a miła atmosfera i pogawędki na różne tematy sprzyjają integracji.
- Bo my się sami nakręcamy – jak mi powiedziała jedna stadna biegaczka. I na pewno wie, co mówi. Stado nakręca, dopinguje, motywuje – słowem same zalety !
Ostatnio NIE biegałam sama. Całą drogę przegadałam i bardzo mi się to podobało ! Tyle tylko, że NIE Z KAŻDYM tak można. I wtedy pozostaje samotny wilk.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Tr (2013-04-25,15:53): Biegam sama bo najbardziej tak lubię. Zdarza mi się też skręcać w jakieś niewiarygodne ścieżki kiedy widzę jakiegoś biegacza na horyzoncie a nie mam ochoty na machanie ręką. Ale czasami dobrze z kimś pogadać. :) paulo (2013-04-26,08:14): skłaniam się ku mizantropowi, choć "nakręcenie" stadne w zawodach też mnie się podoba :) jacdzi (2013-04-27,07:57): W bieganiu razem SILA. Czlowiek jest istota stadna, jednak niekiedy chcemy pobiec sami aby cos przemyslec, aby pogadac w myslach z samym soba.
|