2012-12-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Dieta.. (czytano: 707 razy)

Dzisiaj coś o motywacji..motywacji do zgubienia kilku kilogramów.
Każdy z nas, biegających ma swoje powody dla których zaczął biegać. Dla jednych była to ucieczka przed nudą, dla drugich ucieczka przed stresem, a dla jeszcze innych, takich jak ja, sposobem do pozbycia się nadwagi, sporej nadwagi.
Bo może trudno w to uwierzyć, ale zanim zaczęłam biegać, posturą bardziej zawodniczkę sumo niźli biegaczkę przypominałam..no bo jak mogło być inaczej skoro ważyłam 84 kilogramy???
W błędzie ten który sądzi, że zaczęłam stosować jakąś dietę.. cud. Za bardzo kochałam siebie samą. żeby pozbawić swoje podniebienie smaku czekoladek, serniczka, makowca....
Ja chciałam zjeść ciasteczko i....mieć ciasteczko...
Tych, którzy twierdzili, że tak się nie da....że tylko ścisła dieta pozwoli zrzucić mi "oponki" które "okalały" moje uda i biodra nie słuchałam.
Diet żadnych nie zamierzałam stosować, bo uważałam...i nadal uważam, że ograniczałyby mnie..nie zamierzałam stać się niewolnicą, żadnej z nich, ani wydawać kasy na...jak to reklamowano..."wystarczy połknąć tabletkę i...schudniesz nie robiąc nic..."
Jak więc to się stało, że udało mi się zrzucić 24 kilogramy nie rezygnując z jedzenia łakoci????
Skłamałabym gdybym powiedziała, że nie próbowałam odmówić sobie słodyczy.
Jasne, że próbowałam, ale wszystkie podejścia kończyły się tak samo....."zajadałam" ochotę na słodkie zamiennikami by w końcu i tak po serniczek sięgnąć.
Chudnąć zaczęłam dopiero wówczas kiedy waga przestała być moją obsesją. Przestałam myśleć o tym, że muszę schudnąć.
Ciągłe myślenie o zgubieniu kilogramów, powodowało, że ciągle o jedzeniu myślałam..
Zmieniłam nastawienie...zmieniłam sposób myślenia i nadwaga sama zaczęła znikać.
Nigdy nie jem, żeby zjeść....głodu nigdy nie traktuję jako "doradcy"....to apetyt na konkretne "cosik"....jest najważniejszy..
Nauczyłam się słuchać głosu własnego organizmu.....jeśli chodzi o jedzenie...to on jest szefem...skoro "podpowiada" mi, że zjadłby sobie marsika....wcinam marsika..
Nigdy nie próbuję go oszukać....bo wiem jak to się skończy. Zbyt wiele razy to przerabiałam.
A co z motywacją?????
Najlepszą motywacją jest moje dobre samopoczucie i wysoka samoocena.
Narcyzm to??? No jasne!!!!
Ale skoro skuteczny, dlaczego mam z niego zrezygnować???
Dlaczego mam odmawiać sobie przyjemności??
Obok..ja słusznej wagi jeszcze....uwierzycie, że z taką wagą półmaraton w 1.18 biegałam....jak się chce...można:)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu darianita (2012-12-14,09:18): ...siedzę przy kawce i zajadam mufina...czekoladowego:)
Mieć ciastko i zjeść ciastko - ta filozofia jest ok.
...nie przesadzaj , gruba to Ty na tym zdjęciu nie jesteś...tylko bardziej umięśniona:)) Marysieńka (2012-12-14,09:24): Darku....no jasne...umięśniona...dobre sobie....a ja właśnie zjadłam kawałek placuszka drożdżowego....i to małe zaskoczenie dla mnie, bo nie przepadam za takim ciastem...ale skoro "szef" tak chciał....:)) henryko48 (2012-12-14,09:25): najgorsza jest jak napisalas obsesja na punkcie jedzenia,wiem cos na ten temat... adamus (2012-12-14,09:33): Marysiu, ale kiedyś byłaś WIIIEEELLLKAAA!!! :))) Marysieńka (2012-12-14,09:33): Heniu....moim problemem początkowo było jedzenie "byle" czego najczęściej w biegu i przed snem....waga obsesją stała się kiedy do kadry Polski maratonek "załapałam" się...ciągle słyszałam, że jestem za gruba...i im więcej o wadze myślałam tym więcej jadłam.:) Marysieńka (2012-12-14,09:35): Mirku.....na fotce obok....nie byłam wielka...wielka byłam przed tą fotką...hahahaha:)) renia_42195 (2012-12-14,09:36): Marysieńko, to jest na pewno zgrabny fotomontaż - to nie jesteś Ty ... prawda? ;-) Marysieńka (2012-12-14,09:38): Reniu....to jestem ja....i uwierz, że nie w wersji najgrubszej..hahaha:)) Tr (2012-12-14,10:57): Coś czuję, ze choćbym wyglądała jak modelka-anorektyczka to na wyniki nie miałby to żadnego wpływu i dalej bym biegała jak biegam. :) Bardzo ładne zdjęcie Marysiu. Takie.. nie Twoje. :)) dario_7 (2012-12-14,11:15): Tak często zaznaczasz wszem i wobec, że jesteś dumna, iż pochodzisz ze wsi, że... w roztargnieniu przeczytałem fragment: ""zajadałam" ochotę na słodkie..." ZIEMNIAKAMI!!! i mało się nie utopiłem, bo właśnie łykałem Muszyniankę ;))) ... A z tego zdjęcia poznaję, że to Ty po układzie prawej ręki na mecie - patrzysz na zegarek!!! To pozostało Ci do dzisiaj! :D Asmaen (2012-12-14,13:44): Oj Marysiu ależ człek się jeszcze od Ciebie duuuużo nauczy :) Marysieńka (2012-12-14,14:21): Iza....do tego zdjęcia mam wielka słabość..swego czasu na lodówce wisiało..za "straszak" robiło:)) Marysieńka (2012-12-14,14:24): Darku....niestety już tylko to mi zostało ... z tamtych lat....no i chyba "ciutkę" mnie mniej..mam taką nadzieję...hahaha:)0 snipster (2012-12-14,22:07): ...a w nagrodę po ciężkim treningu/biegu jest zawsze coś słodkiego :) jacdzi (2012-12-15,07:01): Ach, gdyby nie te ciasteczka to o kilka/ kilkanascie kilo lzej by nam sie biegalo, tylko o ilez smutniej. Czy warto? Chcialbym zrzucic troche bez wyrzeczen, ale obawiam sie ze to utopia. Na dodatek zbliza sie swiateczne obzarstwo.
|