2012-07-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nie można być cieniasem… twardzielem trzeba być! (czytano: 926 razy)

Miały być cudowne wakacje … wyszło ciut inaczej niż sobie wymyśliłam… staram się brać na klatę wszystko, co życie przynosi … w złe dni tłumaczę sobie, że nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej … więc kiedy znaleźliśmy się w szpitalu [szkoda, bo mogła być plaża itd…] starałam się cieszyć, że właśnie tam jesteśmy i że Jasio ma tak dobrą opiekę… bo przecież mógł jej nie mieć… bo mogliśmy przyjechać troszkę później … a później to mogło być już pozamiatane…
Cieszyłam się, kiedy szybko stawał na nogi, kiedy energia do niego wpływała. Mówiłam mu: Jasio Ty jesteś sportowiec, a sportowcy szybko zdrowieją. Moje dziecko wracało do zdrowia w tempie błyskawicznym ale inne wokół nie… nadal otaczało mnie cierpienie, ból i łzy. Ciężko patrzeć jak dziecko płacze i być bezsilnym w takich sytuacjach. Takie obrazy na długo wyryły się w mojej pamięci. Wróciłam wymemłana psychicznie, wydrenowana emocjonalnie. Wahałam się czy startować w Pszczewie czy nie. Startem bym tego nie nazwała… bo zawody… nie miałam na nie siły... ale pobiegać owszem: miałam wielką ochotę. Było tak jak lubię: zieleń lasu, piękne widoki i dałam upust emocjom. Po raz pierwszy zderzyłam się z uczuciem, kiedy to głowa mogła a ciało słabe.
Biegłam wbrew wszystkim zasadom. Powinno się zaczynać wolno a w miarę kilometrażu przyspieszać… ja po prostu biegłam, biegłam jak mi dobrze było. Raz szybko – na pełni mocy… co skutkowało chwilami znacznym spadkiem mocy… potem podnosiłam się i znów szybko …. Dawałam z siebie wszystko na podbiegach, na zbiegach gorzej… płasko raczej nie było… wszak Marysia obiecała, że będzie malowniczo no i było… Dziś wszyscy uczestnicy biegu wiedzą, co wg Marysieńki oznacza słowo ‘malowniczo’ :) Marysia zafundowała mi najlepsze lekarstwo na złe emocje: trudny bieg. Chciałam się "wyżyć" - i ona dała mi taką możliwość. Miałam gonić Emi… ale za nią coraz trudniej jest zdążyć. Skończyłam bieg zmęczona, wcale nie biegło mi się lekko a jednak mi się podobało. Pamiętam słowa Jasia stającego na nogi po operacji: nie można być cieniasem – twardzielem trzeba być :) pomyślałam: moje dziecko, moja krew mój mały bohater. I jak tu powiedzieć: nie mogę? nie dam rady?
I Bieg z Marysieńką w Pszczewie uświadomił mi jedno: niemoc może dać moc – tylko trzeba umieć ją czerpać. Nie startowałam po życiówkę – dobrze wiedziałam, że nie biegałam 10 dni , mało spałam, słabo jadłam i ogólnie przez ten czas źle się prowadziłam… ale kiedyś trzeba ‘wrócić’. To był ten dzień – na powrót. Przebiegłam. Dowiedziałam się, w którym miejscu jestem: w czarnej dupie, i tylko truchtając wrócę do formy; w 2 lub 3 tygodnie - potem znów będzie good.
Byłam głodna biegania. Te niespełna 11 km mi nie wystarczyło. Szukałam okazji by dobiegać coś jeszcze tego dnia. Kilka godzin po biegu siedliśmy razem z Marysią przy stole …
- to co ? jutro wspólny trening? Takie wspólne truchtanie po lesie ?
– Marysiu pokaż nam więcej tego swojego lasu!
– a ile km chcecie ? – odpowiedziała ochoczo…
- no tak 20…. ? ale lekko poprosimy – tempem najsłabszego.
Umówiliśmy się na 8:30 przy bramie Folwarku w Pszczewie. Słońce zapowiadało fajne bieganie a lekki wiaterek dodawał nam wigoru. Marysia poprowadziła 12 osób swoimi ścieżkami: - ja nigdy nie biegałam na tempo – ja po prostu wybierałam trudne trasy – mówiła a wokół magiczny plac treningowy Marysi. Im dalej w las – [tym więcej drzew] – tym bardziej byłam świadoma tego, co przyczynia się do jej świetnej formy fizycznej… Patrzyłam na ‘równą babkę’ o niebanalnej urodzie i myślałam sobie: ‘ tak wygląda Dziewczyna Lasu’. Bo taki las trzeba kochać. Kiedy się tam biega, nie ma się ochoty na nic więcej, nie chce się do domu wracać. Chce się kluczyć leśnymi ścieżkami i zachwycać każdym widokiem, a pięknych okoliczności przyrody tam nie brakuje. Jeśli ktoś kiedyś pomyślał, że Marysia ma romans… to wiele się nie pomylił… bo ona pewnie na każdym treningu romansuje … a las jej najwierniejszym kochankiem.
Trening był przyjemny, wesoły, bardzo towarzyski i w malowniczej okolicy – tempo dyktowałam ja – jako najsłabsza. Zabójczą prędkością nie grzeszyłam – więc był czas, żeby na chwilkę przystanąć, zachwycić się tym, co mnie w danej chwili otacza. Sobotni bieg - tempo było szybkie [bo to w końcu zawody] – trzeba było zwracać uwagę na innych – by nie zabiegać drogi, by nie potknąć się o konar, kamień czy też nie wpaść w dziurę i nie wyrządzić sobie ani innym krzywdy. Teraz było inaczej, czas gonitwy za nami – traktowałam to bieganie jak szybki spacer w okolicach Pszczewa i Borowego Młyna. Wczoraj wzięłam z biegania co najlepsze. 22 km ładowania w lesie. Teraz wiem jak to z tą Marysieńką jest :)
fot: zwinny fotograf z trasy... :) Jarek Haczyk --> jarek1209
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu dario_7 (2012-07-23,12:38): A ja mam również - jako żywo - w pamięci twój wbieg do chłodnej wody Jeziora Pszczewskiego i ten okrzyk: "Nie można cieniasem być!!!" :))) ... To był cudowny weekend i wierzę, że jeszcze niejeden taki przed nami. Do zobaczyska znowu gdzieś wkrótce! Pozdrowionka dla Jasia! :D dario_7 (2012-07-23,12:39): Aj... za szybko wysłałem - "Twój" miało być, z WIELKIEJ litery, bo jesteś WIELKA!... ;)) gerappa Poznań (2012-07-23,12:46): ja również dziękuję za wspaniałe bieganie i nie tylko... do zobaczenia wkrótce ! snipster (2012-07-23,12:55): bieganie w lesie jest po prostu mega smerfne ;) nie łam się, ninja nie może być "mniętki" Marysieńka (2012-07-23,14:34): Aga....las jest nie tylko moim kochankiem....i to od trzydziestu już lat...on jest moim spowiednikiem..w nim mogę "użyć" sobie to woli:))) kaniemic (2012-07-23,15:27): w przyszłym roku postaram się być z Wami, muszę i ja poznać Marysię o której tyle czytam i słyszę/dobrego/ Pozdrowienia! Jasiek (2012-07-23,17:52): Pozdrowienia dla Jasia i jego mamusi... od Jaśka - bo wszystkie Jaśki, to fajne chłopaki, które zawsze dają radę! :) Emi (2012-07-24,08:59): Po burzy zawsze wychodzi słońce:) Jeszcze tydzień i wrócisz do formy! Urlop minął, ale dodatkowe endorfiny będziemy ładować podczas weekendów:) Bieg z Marysieńką i połówkę z nią wpisujemy na stałe do naszego kalendarza biegowego:) adamus (2012-07-24,16:18): Jaś to Twardziel, będzie dobrze!! adamus (2012-07-24,16:20): Moje małe prywatne doznanie z tego niedzielnego wybiegania: Usłyszeć jak Aga tłumaczy znaczenie jej nicka - BEZCENNE :)))
gerappa Poznań (2012-07-24,22:43): gerap-pa! :) miriano (2012-08-21,07:35): Czasem trzeba pozwolić sobie na odrobinę " cienizmu " , słabości i łez by jutro być silniejszym by stawić czoła przeciwnością losu:)
|