Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [76]  PRZYJAC. [95]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
amd
Pamiętnik internetowy
BBB - Biegowo Blogowa Bagatela

Artur Dębicki
Urodzony: 1968-04-27
Miejsce zamieszkania: 3city
93 / 158


2012-06-21

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Running with Joy - recenzja książki (czytano: 702 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://runningwithjoy.com/

 

Książki biegowe można podzielić z grubsza na kilka typów. Są takie jak, przykładowo, Skarżyński czy Daniels – czyli mówiące jak biegać, pisane przez różne osoby. Tego typu jest najwięcej pozycji. Są takie opowiadające konkretne historie – jak The Perfect Mile (o rywalizacji trzech biegaczy dążących do przebiegnięcia mili poniżej czterech minut) czy The Perfect Distance (o rywalizacji jaką toczyli między sobą Steve Ovett i Sebastian Coe), są również biografie biegaczy, tych mniej lub bardziej znanych. Można w nich znaleźć – oprócz fascynujących historii, również sporo ciekawych rzeczy na temat samego treningu biegowego. Są książki czysto beletrystyczne – w Polsce klasyczny przykład to Samotność długodystansowca, choć może teraz to raczej Murakami ? Cóż, ja złośliwie bym zaliczył również do tej kategorii Urodzonych biegaczy. Są książki zajmujące się sprawami okołobiegowymi, dodatkowymi – jak odżywianiem (dla biegaczy), siłownią (dla biegaczy), anatomią (dla biegaczy) itd. Są wreszcie – czy raczej na razie powinienem użyć liczby pojedynczej – a zatem jest jeszcze Noakes, Lore of Running, czyli obszerne biegowe kompendium, moim zdaniem najważniejsza książka z tych, których w Polsce jeszcze nie wydano a które wydane zostać powinny.
Jak zakwalifikować Running with Joy ?
Nie mam tak do końca pojęcia.
Jest to jedna z ciekawszych pozycji z tych które się ostatnio pojawiły. Autorem jest Ryan Hall, amerykański biegacz bardzo wysokiej klasy. Nie będę podawał rekordów życiowych, kto jest chętny łatwo je znajdzie. Książka to coś w rodzaju dzienniczka treningowego, zapis nieco ponad 14 tygodni (od soboty 9 stycznia do wtorku 20 kwietnia) z jego przygotowań do startu w maratonie w Bostonie w 2010 roku. Autor przekroczył tam linię mety jako czwarty.
Ten zapis „na żywo” sprawia, że ta książka jest unikalna. Nie jest łatwo znaleźć prowadzony z taką otwartością zapis robiony dzień po dniu przez zawodnika tak wysokiej klasy. Biegacze nie różnią się wielce od innych ludzi, chętnie i szeroko mówią o swoich sukcesach, o trudnościach, problemach czy kłopotach mówią i piszą znacznie mniej chętnie, co jest zresztą zrozumiałe. Niech nas nie zwiedzie rytualne narzekactwo przed startem – to tylko poza.
Niewiele jest książek wspomnieniowych robiących wrażenie szczerej i uczciwej do bólu – klasycznym dla mnie przykładem jest Dowódca niszczyciela, którą napisał Tameichi Hara. Obraz samego siebie, z wadami i zaletami; autor ma odwagę pisać również o sprawach z których nie jest dumny, ale które się wydarzyły – więc napisać o tym trzeba.
U Ryana Halla nie ma rzecz jasna wojny i sytuacji ekstremalnych. Jest natomiast – czy powinienem raczej napisać wyczuwa się – szczerość autora. Dla biegacza, zarówno chcącego się poprawiać amatora jak i zawodowca, znajdzie się tutaj kilka ciekawych kwestii. Mamy krótkie przedstawienie „systemu treningowego” według którego trenuje Hall. Mamy – jeżeli dobrze policzyłem – 26 krótkich wrzutek opisujących jego oparty na doświadczeniu stosunek wobec wielu różnorodnych kwestii, takich jak kilometraż, buty, ubranie, stretching, dochodzenie do siebie po startach, nawadnianie, biegi długie i krótkie – i tak dalej. Konkretnie i na temat. Plus listę członków Mammoth Track Club – to pierwszy sidebar (jak się nazywają te wrzutki) – do którego należał w 2010 roku Ryan Hall.
Treści wpisów zawierają rodzaj treningu, czas, kilometraż, do tego jest krótszy lub dłuższy opis na ich temat. Czy bez kolorowania – tego nie wiem, ale jak się czyta te wpisy to odnosi się wrażenie że autor relacjonuje „tak jak jest”, pisząc jasno o swoich odczuciach, obawach, wątpliwościach, nadziejach, radościach. To przywraca wiarę i perspektywę, pokazuje że zawodnik ze światowej czołówki potrafi mieć takie same wahania jak mniej lub bardziej ambitnie trenujący amator. To jest wspaniałe, pozwala sobie uświadomić że „oni” są takimi samymi ludźmi jak „my”.
Podsumowując - książka, mimo swojej objętości, ma dwie ogromne zalety: po pierwsze jest ogromnie inspirująca, po drugie pokazuje jak obecnie trenuje ktoś ze światowej czołówki biegaczy.

Na koniec muszę napisać o czymś co chcę wydzielić do osobnego wątku. Ryan Hall jest człowiekiem żarliwie wierzącym, chrześcijaninem dużo piszącym o Bogu, mówiącym jasno o inspirującej roli Biblii w jego życiu. Według mnie w Polsce w większości panuje inna mentalność, na grupy modlitewne patrzymy (delikatnie mówiąc) ze sporym dystansem. Człowiek modlący się wywołuje u większości z nas poczucie zażenowania, myśli raczej typu „czy jest na sali lekarz”. Mówiąc otwarcie – to świadczy że tak naprawdę mamy ogromny problem z naszym katolicyzmem, chrześcijaństwem i wiarą.
Na to nakładają się współczesne kalki szeroko propagowane przez mainstreamowe media, dla których żarliwy buddysta, hinduista, nawet muzułmanin jest w porządku, ale żarliwy chrześcijanin jest osobą nie darzoną sympatią, w których to mediach nowomowa doprowadziła de facto do utożsamienia tolerancji z walką o przywileje gejów równocześnie nie dostrzegając, że propagowany jako coś postępowego antyklerykalizm jest tak naprawdę zaprzeczeniem głoszonej przez nie tolerancji. Myślę że gdyby Ryan Hall pisał o Buddzie w taki sposób jak pisze o Bogu, jego poszukiwanie zgrabnie wpisałoby się we współczesny schemat a czytelnik preferujący na co dzień Wiodące Tytuły Prasowe mógłby czytać tę książkę bez problemu. Tak jednak nie jest. Running with Joy posiada cytaty z Pisma, dużo komentarzy – i te powiązane z bieganiem i te bardziej ogólne – obraca się wokół kwestii związanych ze Stwórcą. Dla ludzi którzy są już antyklerykalnie uwarunkowani, nie umiejących zachować dystansu, nie potrafiących – lub po prostu nie chcących – spojrzeć z innego punktu widzenia niż ten z którym się identyfikują – ta książka będzie, obawiam się, kompletnie nie do zniesienia. Jeżeli ktoś domaga się Parad Równości a równocześnie odmawia prawa do istnienia w tej samej przestrzeni publicznej procesjom – to w trosce o uzębienie tej osoby pozycji o której piszę nie polecam.
Natomiast osobom naprawdę szczerze otwartym na inne spojrzenie, ciekawym świata, egzystującym bez uprzedzeń – a zwłaszcza osobom prawdziwie i szczerze wierzącym – pozycję gorąco rekomenduję. Zresztą, prawdę mówiąc, ten religijny kontekst dodaje tej książce ogromnie dużo smaku.
Choć ja osobiście wolę żeby religia i wiara pozostawała sprawą prywatną człowieka – bo jest dla mnie rzeczą bardzo intymną, osobistą, ja tak ją traktuję, kompletnie nie nadaję się na apostoła, to równocześnie uważam że takie głośne dawanie świadectwa przez Ryana Halla jest jego osobistą sprawą i tworzy ten specyficzny klimat tej książki.

Na początku podałem link do strony runningwithjoy, można tam pobrać pierwszy rozdział, zapoznać się ze sposobem pisania i przekonać się czy nam to odpowiada czy nie.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
bobparis
08:37
Tatanka Yotanka
08:22
platat
07:54
Leno
07:36
mariuszkurlej1968@gmail.c
07:33
MOSIRMYSŁOWICE
07:21
Raffaello conti
07:10
jaro109
06:52
Andrea
00:59
Piotr100
23:45
GriszaW70
23:01
ronan51
22:15
uro69
21:51
Wojciech
21:51
benfika
21:34
szyper
21:30
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |