2012-05-30
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Z cyklu bajki na dobranoc - o wyprawach Wikingów (czytano: 882 razy)

Dawno dawno dawno temu żyli sobie Wikingowie. Wikingowie mieli rzecz jasna swoje kobiety - czyli Wikinżki. Wikinżki były takie jak się domyślamy że były. Ale że w przyrodzie panuje równowaga (nad którą czuwa dobry Odyn) więc żeby Wikingowie nie mieli tak całkiem do końca przechlapane to w zamian Wikinżki miały naprawdę wspaniały charakter.
No dobre kobiety były po prostu.
Ale wiadomo jak to jest z facetami. W zasadzie jest im zawsze dobrze ale jeśli chodzi o baby to już niekoniecznie. No i pewnego dnia jeden Wiking wyruszył sobie pradawnym zwyczajem na morze. Tyle że nie na ryby. Płynął w stronę zachodzącego słońca i płynął - aż dopłynął do takiej jednej wyspy. Wysiadł, rozejrzał się i ujrzał masę całkiem ładnych i zacnych dam. Normalnie nie tak jak u niego w domu.
Jak już się był ocknął z tego zachwytu to wziął się spakował i wrócił, a żeby mu kumple uwierzyli że to co mówi prawda a nie żaden pijacki PiaR to wziął ze sobą jeden czy dwa miejscowe egzemplarze na dowód. Oczywiście wrócił tylko po to, żeby czym prędzej wrócić z powrotem. Z kumplami rzecz jasna. Wrócili i czym prędzej nauczyli te obce dziewoje swojego języka - żeby nie było że im tylko o jedno chodzi.
Dlaczego chłopaki pływali na zachód ? Nie wiem. Znalazł się był też i taki Wiking co również nie wiedział. No i on popłynął sobie dla odmiany na wschód.
Popłynął i oniemiał. Bo takich kobiet to on mało że nie widział - on nawet nie wyobrażał sobie że takie mogą w ogóle istnieć. Jakby tej układanki nie rozwiązywał wychodziło mu że trafił do Wikińskiego raju. Co więcej - z niewiadomych powodów panowie Słowianie zamiast siedzieć w domu i pilnować tego co mieli pod ręką to robili sobie jakieś długie wyprawy. A to na południe, do Bizancjum ich wygnało, a to do przyszłej byłej Jugosławii na jej złociste nadadriatyckie plaże, a niektórych to wygnało nawet nad Łabę, całkiem niedaleko Wikingów. I te swoje własne Słowianki z niewiadomych powodów zostawiali w domu wydając je na łup i pastwę Zbójcerzy. Nijak tego Wiking nie mógł zrozumieć, on się stąd nigdzie nie miał zamiaru ruszać.
Było wspaniale i kto wie - może by tak pozostało - gdyby w końcu nie popełnił on straszliwego w skutkach błędu.
Nauczył się ichniego języka.
To znaczy on nie tak od razu. Najpierw chciał nauczyć tambylczynie swojego. Wiadomo - wiking to mu się wydawało że cały świat musi go słuchać.
Cóż - świat to może i musi - ale słowiańska hoża dziewoja to już niekoniecznie.
No więc rad nierad przebrnął jakoś przez rafy i mielizny tego nieuporządkowanego lingwistycznego chaosu. I w końcu musiał przyznać że rzeczywiście, że mowa wiele potrafi powiedzieć (znaczy się wyjaśnić, autor bajki wykazuje się tutaj znajomością żartów językowych).
Co było dalej ? Ano - kumple przyjechali. Przyjechali, rozejrzeli się, posłuchali co ten kraj ma im do zaoferowania - i z niewiadomych powodów jednak zdecydowali się na kierunek zachodni. Dziwni ci Wikingowie.
Ale niektórzy nie zamierzali tak łatwo rezygnować, o nie. W końcu powierzchowność od Odyna jest dana i nijak jej się nie da zmienić, a charakter to wszak można. Nie takie dzikie bestie ludzie cywilizowali, prawda ?
Więc wzięli byli chłopaki te swoje Słowianki ze sobą do starego kraju, coby te ichnie Wikinżki poskromiły wschodnią herodowatość. No bo jak to mówi Pismo - "zło dobrem zwyciężaj". Tylko - drobiazg - nie zwrócili uwagi że owszem, że tak faktycznie mówi Pismo, ale to bynajmniej nie ichnie, nie runami pisane. Gorącym Włochom udałyby się takie czary - ale kudy tam zimnokrwistym flegmatycznym Skandynawom ogniste i narowiste Słowianki poskramiać, hej!
Z tym że trzeba przyznać że w pewnym sensie to im się nawet udało. Faktycznie - jakby na to nie patrzyć - eksperyment wymiany kulturowej się powiódł.
Tyle że to Wikinżki dostosowały się do Słowianek.
I tak oto, kiedy to wnętrze białogłów z zachodnich połaci Europy zaczęło dorównywać ich zewnętrzu - Wikingom pozostała tylko jedna droga.
Odkrycie drogi do Ameryki oraz przyśpieszenie rozwoju metod chirurgii plastycznej.
Chociaż niektórzy uznali że kierunek południowy - na morze Śródziemne, do południowych Europejek i nieskażonych wschodem Arabek - też jest akceptowalny.
Tyle że tamtejsze miejscowe chłopy nie miały zamiaru nigdzie się szwendać.
Minęło sto lat, nowe ulepszone Wikinżki wzięły swoich facetów za pysk - względnie wędzidło - no i skończyło się Wikingowanie.
Choć trzeba przyznać że faceci byli twardzi i jeszcze przez jakiś czas próbowali.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Tr (2012-06-02,09:47): Zawsze zazdrościłam Dobrawie temperamentu. :)
|