2010-07-08
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Good times, bad times... (czytano: 238 razy)

Są takie dni w mojej pracy że chciałbym wyłączyć telefon, schować się w kącie i rozpłakać. Interakcje z wieloma różnymi osobami czasami kończą się źle. Dzisiaj mając świadomość tego że zrobiłem coś jak należy nasłuchałem się inwektyw i obraźliwych tekstów typu "czy pan spał z moją żoną". A wszystko to przez to że w dobrej wierze dałem komuś numer telefonu. Uczyniłem z telefonu prywatnego telefon służbowy. W 95% to działa super, pomaga w pracy, ale jest jeszcze te 5% które dzisiaj wyprowadziło mnie z równowagi... szkoda gadać, jutro na wszelki wypadek będę chodził z "odbezpieczonym" gazem na agresywnych klientów ;)
Na szczęście miałem okazję się wyżyć na piłce. Nowe, świetne boisko, super przyczepność i dużo przestrzeni w połączeniu z moją ruchliwością (czytaj wybieganiem) dało dobry mecz. Wygrany zresztą 6-5 z czego pierwsze dwie bramki mojego autorstwa :] Ostatnio więcej jestem napastnikiem niż bramkarzem ale treningi interwałowe się przydadzą. Dzisiaj mając świetną obronę mogłem poszaleć z przodu... chociaż ja i tak pracuję na całej przestrzeni boiska. Taki ze mnie szatan :D
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |