Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [20]  PRZYJAC. [100]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Toya
Pamiętnik internetowy
"Przede wszystkim: zero sportu" W.Churchill

Luiza Buryło
Urodzony: --
Miejsce zamieszkania: Oświęcim-Zdrój
19 / 72


2009-09-17

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy.. (czytano: 240 razy)

 

MIĘDZYNARODOWY PÓŁMARATON PHILIPS"a
Piła 6.09.2009r

Na MP w półmaratonie odbywające się w Pile nabrałam ochoty już w I kwartale tego roku, dużo dobrego słyszałam o tej imprezie. Daleko, ale pojadę, zobaczę, a co mi tam! Na jakieś 2 tygodnie przed biegiem stwierdzam, że ja się jednak z kimś na tę daleką podróż umówię, żeby było weselej i nie nudno. Przypadek sprawa, że do Piły wybieramy się w cztery osoby ze Śląska (tak, dobrze przeczytaliście, pracując na Śląsku coraz mocniej wnikam w miejscowe klimaty), tak się nas jakoś uzbierało na wypad przez ¾ Polski. Rafał wymyślił podróż pociągiem, bo wygodnie i z dala od korków. Jak dla mnie atrakcja, koleją to ja jeżdżę ze dwa razy w roku.
No i jedziemy sobie elegancko pospiesznym relacji Kołobrzeg, zaopatrzonym w wymalowany na różowo wagon restauracyjny (możemy go nazwać Różowa Ostryga :-)), obserwując pola, lasy i soczystą zieleń przesuwającą się w słoneczny dzień za oknem. Po wielkiej łące cwałują centralnie dwa jelonki. Słucham sobie rozmowy Rafała, Krzyśka i Piotrka, takie typowe dialogi ludzi pracujących w jednej firmie..
Późnym popołudniem bez przygód docieramy na miejsce. Nocleg mamy w schronisku młodzieżowym kilkaset metrów od biura zawodów. Klimaty-wiadomo-sami biegacze. Po przyjściu nasza gospodyni poucza nas jak dzieci, że na obiekcie mamy nie pić, oglądając mecz za bardzo nie hałasować itepe. Śmiejemy się serdecznie z tego staroświeckiego podejścia, ale po zejściu do kuchni i zobaczeniu jak czyściutko i przytulnie urządzona jest ta część budynku nabieram do tych kobiet wielkiego szacunku.
W biurze zawodów w dużej ładnej hali sportowej z nowoczesnym placykiem zabaw od frontu praca wre już na całego. Pakiety i te rzeczy. Podchodzę po numer startowy gdy Olej gwałtownie macha ręką kierując mnie obok. Bo oto bezwiednie podeszłam do pani dzierżącej numery dla VIP-ów. Wtedy dociera do mnie, że w tym sporcie jestem nikim :-D Wewnątrz hali autorski pomysł: wystawa koszulek medali i drobnych gadżetów z różnych „markowych”imprez biegowych. Nie ma tego za dużo jak na skalę zjawiska, ale zawsze z przyjemnością patrzę na te z Dębna i kilka cyklicznych imprez na których byłam, a nawet proszę o pamiątkowe zdjęcie.
Późnym popołudniem idziemy pokręcić się trochę po mieście. Często jadąc samochodem przez Polskę i patrząc na kierunkowskazy wskazujące znane mi tylko z nazwy miejscowości myślę sobie jak i z czego żyją tam ludzie i zastanawiam się dlaczego tak mało wiem o swoim własnym kraju..Piła ma centrum wielkie, przestronne, coś tak jak Łódź-rozrzutnie obszerne ulice i place. W restauracyjkach niespodzianka: korzystając z piłkarskiej środy przy stołach siedzą prawie same kobiety, w grupach do 10 nawet, a stoły uginają się od kolorowych płynów. No no no..Nie wiem co o tym myśleć..
Rano w niedzielę po przedbiegowym śniadaniu można spokojnie posiedzieć w schronisku-do startu kilkaset metrów, a czasu tak dużo..Tak przyjemnie poleniuchować, mało mam takich niedziel..Ustawiając się na starcie jestem bardzo zdziwiona: biegaczy jest jakieś 1480 osób, ale w tej bardzo szerokiej parkowej alei gdzie zaczynamy „warstwa” ludzi jest tak cienka, że widzę nieomalże każdego. Po starcie jeszcze jedno piękne ujęcie: jest luźno z miejscami i po odliczaniu wszyscy ruszają do rytmicznego biegu, dokładnie w tym samym rytmie, odbijając się od podłoża w tym stylu co grube krople deszczu spadające na ziemię.
Myśmy tu przyjechali biegać, a u mnie z formą nader kiepsko. Najpierw w czerwcu ciągle leje, co powoduje, że pobieguję po chodnikach, żeby nie utonąć w zebranej na ulicach wodzie. Biegania po betonie mój układ ruchowy absolutnie nie toleruje, nie pomoże żadna amortyzacja; po kilku takich wyczynach, zwłaszcza po Wyszehradzkim, w obu stawach skokowych pojawia się powracająca już po kilku kilometrach sztywność. Potem jest lipiec-sierpień kiedy tradycyjnie mało biegam, bo lato ma zbyt dużo pokus: rzeka, wycieczki, rower. Na urlopie nad Bałtykiem załatwiam się jeszcze na elegancko bieganiem po plaży i prawy staw skokowy zaczyna sprawiać już w sposób ciągły pewien problem. Poza tym przed Piłą ciągle śpię po sześć godzin,skoro mieszkam w mieście chwilowo pozbawionym jednego z dwóch mostów do ruchu kołowego i ciągle muszę przedzierać się przez korki. Samopoczucie mam ogólnie do niczego, jak urządzenie elektryczne wyłączone z prądu.Czy w takim stanie biegać półmaratony? Ano można, bo życie to nie jest kolorowy sen i chowanie głowy w piasek nic nie daje. Trasa idzie mi ciężko, ale jakoś idzie. Na mecie patrzę na wskazanie stopera i mowę odbiera mi na chwilę ze zdumienia-tak wolno biegałam trzy lata temu debiutując w biegach ulicznych.
Impreza jest dobra organizacyjnie i poprawna, ale jakoś tak..nie rzuca na kolana, jak na MP w półmaratonie czegoś nieuchwytnego jej brakuje.Atmosfery Dębna? A może jesteśmy już rozpuszczeni na całego przez organizatorów prześcigających się w zachęcaniu biegaczy do przyjazdu na swój bieg? Wlokę się więc zakosami do biura zawodów. Pod prysznicem - standarcik: pomieszczenie dla kobiet składa się z prysznica i dwóch niewielkich szatni rozmieszonych po obu stronach. W jednej sióstr biegaczek tyle, że nie ma gdzie położyć torby, żeby się przebrać. W drugiej-luzik. Bo oto zajmuje ją dwóch biegaczy po trzeciorzędnych cechach płciowych jednoznacznie zidentyfikowanych przeze mnie jako mężczyźni, którzy (z czarującymi zresztą uśmiechami) udają, ze nie zauważyli wielkiego kółeczka na drzwiach. Czy to ma być wprawiające w dobry humor? Podniecające? Integrujące? Intrygujące?
Konieczność odbycia długiej powrotnej podróży powoduje, że ten krótki czas po biegu spędzamy właściwie w swoim wyjazdowym gronie. Jest tu kilka osób, z którymi znamy się przez internet, ale nie ma czasu odnaleźć ich w zgromadzeniu uczestniczących w imprezie osób. Tylko w drzwiach hali, już wychodząc na pociąg, dosłownie wpadam w ramiona Wiecha :-))
W drodze powrotnej trafiamy na przemiłe pasażerki: śpiewaczka kończąca konserwatorium, blondynka ze Szczecinka tak ładnie opowiadająca o swoim rodzinnym mieście, że mogłabym tam pojechać i zaraz a także szatynka spod Wrocławia z synem w wieku szkolnym, wymyślanym przez którego zabawom w siódemkę dorosłych ledwie dajemy radę :-D. Bardzo miło nam się wszystkim rozmawia o tym i owym. Później Piotrek daje mi do posłuchania płytę Sade. Słuchanie Sade w wieczornym pospiesznym to jest to.

I tak oto czas i trasa zatoczyli pętlę i znowu jestem na starych śmieciach, w Auszwicu.

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Marysieńka (2009-09-18,06:51): Nawet nie wiesz jaką jesteś szczęściarą, że możesz biegać. Ja za ten czas oddałabym wiele....ja moggłam tylko stać i patrzeć na waszą radość, radość biegaczy:)







 Ostatnio zalogowani
zefir
06:34
Bartaz1922
06:34
bobparis
06:31
Admin
05:43
Piotr100
05:10
Raffaello conti
01:35
a.luc
00:56
jacek50
23:35
ProjektMaratonEuropaplus
23:34
gpnowak
22:41
Wojciech
22:30
OSiR Władysławowo
22:20
JolaPe
20:42
mirek065
20:38
42.195
20:08
romelos
19:52
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |