2008-11-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Suspens (czytano: 89 razy)

Jak u Hitchcocka. Napięcie w oczekiwaniu na nowy sezon treningowy, który zacznę 1 grudnia. Od prawie dwóch tygodni czas odpoczynku. Po swoim pierwszym w życiu sezonie treningowo-startowym potrzebowałem tego. Teraz czuję jak poważnie - w zasadzie odczułem to podczas warszawskiego Biegu Niepodległości, gdzieś między 8 a 9 kilometrem, kiedy moje myśli - ze znużenia - odjechały gdzieś i na chwilę zapomniałem, że biegnę po życiówkę. Dobiegłem, poprawiłem czas o przeszło 2 minuty (jak wszystko od wiosny 2008 roku dzięki wskazówkom Tomka), ale dowiedziałem się też czegoś ważnego - odpoczywać trzeba.
Ale jak tu odpoczywać,kiedy koniec sezonu wiąże się z wymianą butów i nowe stoją już i czekają na testowanie? Zrobiłem więc 3 treningi w ciągu 13 dni, a jutro idę znów polatać. Dodatkową motywacją w ostatnią sobotę był świeży śnieg w moim ulubionym lesie. Jutro bieganie bez patrzenia na gps. Spróbujemy odnaleźć całą radość, którą interwały, skipy, podbiegi i inne ćwiczenia nieco przytłumiły (a raczej wprowadziły inny jej odcień).
Biegam od września 2007 roku - to już szmat czasu i sporo kilometrów. Przez ten okres w moim życiu stało się wiele - same pozytywne rzeczy, których nie wiążę z bieganiem, ale w których bieganie pomogło - obroniłem w końcu doktorat, zrobiłem certyfikat z angielskiego, od roku prowadzę z sukcesem swoją małą firmę działającą w obszarze sportu, a za miesiąc urodzi mi się syn. Pominę milczeniem fakt, że waga spadła mi z 85 na jakieś 71 kg (no teraz, po 2 tygodniach quasi-lenistwa może 73). I gdzieś tam w tle jest bieganie - kolejne zawody i przygotowania do tych najważniejszych... na wiosnę 2009 r. - wymarzony królewski dystans, w dobrym czasie i w dobrej formie.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |