Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [22]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
madawydar
Pamiętnik internetowy
Biegać każdy może

Story Wieńczysław
Urodzony: 1960-05-14
Miejsce zamieszkania: WROCŁAW
6 / 14


2011-09-03

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Rekord życiowy pobity na kanapie (czytano: 1822 razy)

 

Kiedy w sobotę wczesnym popołudniem wróciłem do domu z pracy po nocnej zmianie, byłem bardzo zmęczony. Jeszcze łudziłem się, że zjem obiad, zdrzemnę się godzinkę i pojadę na Bieg Solidarności. To ostatecznie tylko 5 kilometrów, a bardzo polubiłem tę imprezę. W zeszłym roku nawet nie zamierzałem startować, bo zawody odbywały się dosłownie na dzień przed Maratonem Hasco-Lek. Do dziś jednak mój ustanowiony dwa lata temu rekord życiowy na 5 kilometrów wywodzi się właśnie z tej imprezy. Mam więc miłe wspomnienia z tego biegu.
Zjadłem obiad, położyłem się na kanapie i zasnąłem. Obudził mnie dzwonek telefonu komórkowego powiadamiający mnie o nadejściu sms-a . Otwieram pocztę i patrzę zaspanymi oczami, którym po prostu nie dowierzam. Nie dowierzam nawet własnym zmysłom. Patrzę osłupiały w ten ekranik i szczypię się w tyłek, bo myślałem, że to tylko sen. Ten sms informował mnie, że właśnie ukończyłem Bieg Solidarności zajmując w klasyfikacji open 556 miejsce w czasie: 00:28:28, a netto 00:28:15 i w kategorii M50 jestem na 69 miejscu.
Myślę sobie – pomyłka jakaś, ale miła, bo ten czas to byłby mój rekord życiowy. Pewnie ktoś niewyraźnie napisał swój numer telefonu i trafiło przez przypadek do mnie. Przespałem bieg na kanapie. Zmęczenie odeszło, ale pozostał pewien niedosyt. Trochę mi było żal, że jednak nie pobiegłem. Co prawda próbowałem się usprawiedliwiać, że przecież nazajutrz raniutko wyjeżdżam do Złotoryi na Międzynarodowe Mistrzostwa w Nordic - Walking na dystansie 16 kilometrów, ale pewien niesmak psuł mi nastrój.
Zasiadłem do komputera. Chciałem zobaczyć wyniki biegu. Zawsze ciekawi mnie kto wygrał? Jak pobiegli moi koledzy? No i zawsze patrzę jak ja sam wypadłem. Ponownie opadła mi szczena i oczy w słup stanęły. Jak byk widnieje na liście z wynikami moje nazwisko, a przy nim ten bardzo dobry i nieosiągalny jeszcze dla mnie czas. Po raz pierwszy na mecie znalazłem się mniej więcej w środku stawki, a nie jak zwykle pod jej końcem, czy nawet na samym końcu. Cuda się zdarzają! Pobiłem swój rekord życiowy na dystansie 5 kilometrów śpiąc we własnej chacie na kanapie.


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
Fred53
17:51
42.195
17:19
iron25
17:14
ksieciuniu1973
17:09
maratonczyk
16:55
jaro109
16:43
Marcin91
16:38
Piotr Czesław
16:35
przystan
16:34
seba1
16:32
Leno
16:27
jery
16:00
BULEE
15:46
rezerwa
15:39
jacek83
15:17
JACEK W.
15:14
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |