2012-12-13
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| matymatyka biegowa (czytano: 269 razy)

Właściwie od pierwszych zawodów biegowych słyszałam od kolegów "byłem szybszy" lub zwroty pokrewne.
Już po pół roku od debiutu w zawodach - zanim zaczęłam zgłębiać literaturę biegową - dokonałam zupełnie nieprofesjonalnych obliczeń różnic czasu biegu kobiet i mężczyzn.
Właśnie odnalazłam wyniki tego porównania :-)
Sprawdziłam jakie były różnice czasowe na mecie w biegach na dystansach 5,43 km (Bieg Wedela), 10 km (3 różne biegi) i 15 km (2 biegi) pomiedzy trzema najlepszymi facetami a kobietami.
Chodziło o to by zobaczyć, o ile średnio kobiety są wolniejsze od mężczyzn. Na 5,43 km panie są w tyle około 3-3,5 min, na 10 km już 7 min, a na 15 km około 8.5 min.
Chodziło o to, żebym wiedziała ile muszę odjąć od swojego czasu by uzyskać czas jaki miałabym z moją kondycją, ale będąc facetem.
Oczywiście, przyczynkiem do porównania był konkretny facet. Wówczas z tego liczenia wyszło mi, że tylko na dystansie 15 km Luis był nieznacznie lepszy ode mnie!!! na krótszym dystansach wygrywałam ja ;-)))) Piękne, tym bardziej że wówczas kolega miał o wiele dłuższy staż biegowy, a ja właściwie dopiero rozpoczynałam treningi.
Matematyka biegowa, królową nauk ;-)
Od tych obliczeń minęło sporo czasu, kilometrów, zawodów.
Jak po tegorocznym maratonie w Dębnie znów wywiązała się dyskusja na temat różnic czasu kobiet i mężczyzn, napisałam do list do jednego ze znanych trenerów czy moje wcześniejsze założenia wyliczeniowe były prawidłowe. Były. To znaczy, że znów byłam lepsza od większości kolegów, bo przybiegli na metę tylko kilka minut przede mną, a różnica między zwycięskim facetem, a kobietą to około 21 min.
A wówczas tylko jeden z kolegów przyznał mi rację, ale on był na mecie 40 min przede mną :-))))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |