2014-01-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Oswajanie zimy (czytano: 177 razy)

Wygląda na to, że oswoiłem zimę, dodatkowo przesuwając granicę zimna, przy której jestem w stanie biegać. W piątek, po załatwieniu wszystkich spraw, wyszedłem na bieganie ok. 15.15. Temperatura minus 10, lekki wiatr. Ścieżka wokół boiska była wydeptana, tylko na narożnikach był kopny śnieg. Biegało mi się bardzo dobrze, w miarę szybko jak na treningowe wybieganie. W godzinę i 2 minuty pokonałem 30 okrążeń boiska, czyli circa 10,5 km. Spokojnie mogłem biec dalej, ale chciałem oszczędzić siły na kolejne dni. Wtedy też zrozumiałem (a raczej potwierdziłem przypuszczenie), dlaczego rok temu przy minus 10 było mi zimno i nie mogłem biegać za długo. Otóż nie mogłem biec długo równym, wystarczająco szybkim tempem. Tempem, przy którym wyprodukowałbym odpowiednio dużo ciepła, żeby mróz mi nie dokuczał.
W piątek się udało, więc w sobotę mimo silniejszego wiatru i minus 12 na termometrze wyszedłem na trening z poczuciem, że zima mi nie straszna. Tym razem pobiegałem dłużej - ponad godzinę i 33 minuty, przebiegając ponad 15 km. Zrobiłbym więcej, gdyby nie wiatr. Paskudnie przeszkadzał. I gdybym wyszedł wcześniej, bo znów zacząłem ok. 15.15 i ostatnie okrążenie pokonywałem w zapadającej ciemności.
Wczoraj już odpuściłem, raz że rodzice przyjechali z wizytą, a dwa że chcę uniknąć nabijania kilometrów dla samego nabijania kilometrów. Czyli nie dać się kilometrozie. A poza tym trzeba było dać odpocząć nogom, żeby bardziej wypoczętym zrobić kolejny trening. W miesiącu mam już na liczniku 143 km, więc do piątku potrzebuję zrobić dwa treningi, tak żeby przekroczyć 160 km.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |