2012-01-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Ta ostatnia niedziela... (czytano: 269 razy)

Sobotni wieczór - opady ¶niegu.
Niedzielny poranek.
Obawiałam się wyjrzeć przez okno - ile napadało? Da się pobiegać? Jakież było moje rozczarowanie, gdy z wieczornego ¶niegu nie pozostało ani grama białego puszku...
Już miałam wychodzić na bieganie i zaczęło padać. Lało jak z cebra! Chciałam zrezygnować, kiedy sama zbeształam się w my¶lach: "Kiedy jak nie teraz?".
Wyszłam pobiegać. Deszcz troszkę się uspokoił i tylko mżyło. Miałam wiatrówkę, ale bez kaptura. Po przebiegnięciu około 200m zbeształam się znowu w my¶lach: "Nie masz kurtki z kapturem? A ta z pakietu startowego z Grodziska?". Zupełnie o niej zapomniałam, ale już mi się nie chciało wracać do domu.
Na polu wiało okropnie. W lesie było przyjemnie - wietrzysko hulało tylko w koronach drzew. No i przez 10km tak nie zmokłam, jak na ostatnich 300-400m. Ale bieg był sam w sobie ogólnie przyjemny, w nie najgorszym tempie (moje upasione 4 litery i brzuszysko nie s± chyba w takim złym stanie jak pocz±tkowo my¶lałam).
W trakcie biegu moje my¶li kr±żyły wokół Pragi. Cieszę się, że kolejne marzenie zostanie zrealizowane...
A na zdjęciu - II Cross na Dziewicz± Górę 2011 r., start biegu na dochodzenie.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora ineczka16 (2012-01-24,08:52): Wiesiu - lubię deszcz. Ale wolę jak zaczyna padać jak biegnę, a nie gdy wychodzę z domu... Lubię deszcz, bo przyjemnie chłodzi rozpalon± od wysiłku twarz :) ineczka16 (2012-01-24,19:45): Angela - bo kiedy jak nie teraz mam jechać...? Mięczaków powiadasz...? Ciekawe, ciekawe... seba844 (2012-01-27,16:59): nie ma co rezygnować z marzeń ;p
|