2014-03-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nagła zmiana planów (czytano: 170 razy)

Plany treningowe na bieżący tydzień uległy wczoraj gwałtownej zmianie. Z samego rana zostałem poproszony o wyjazd do Hamburga na trzy dni. Wylot jutro przed 7.00 rano, tak więc pobudka o pogańskiej godzinie. A to z kolei wyklucza trening wieczorny, bo jednak trochę wypada pospać.
Tak więc dziś nastawiłem budzik na 5.30, wstałem trochę później. Trening zacząłem o 6.20, bo w międzyczasie jeszcze musiałem wyprowadzić psa na spacer. Na bieganie zostało więc 40 minut i jak się okazało, w zupełności to wystarczyło. Dwa ostatnie treningi dawały jeszcze znać o sobie, przeczłapałem więc 6,6 km w czasie 40:07.
Jeśli jutro wieczorem będę miał jeszcze siły, to spróbuję na hotelowej siłowni zrobić interwały, a w czwartek spokojnie ponabijać kilometry. Albo na odwrót.Boję się tylko jednego - że jak z każdej podrózy służbowej, wrócę o 2 kg cięższy. A że tydzień ferii kosztował mnie ze 2 kg, to kolejne 2 zabiłyby szanse na przyzwoity wynik w PW. O życiówce nie wspominając.
Chodziło mi ostatnio po głowie, że po co się tak męczyć ciężkimi treningami, skoro wystarczyłoby zrzucić 10 kg i śmigałbym półmaratony po 4:30 km. Ale waga ruszać się nie chce (chyba że rączo w górę, jak ostatnio po feriach), a interwały kocham. Ale dziś dostałem symboliczny sygnał - jak się ubierałem do pracy, pękła mi sprzączka od paska. Nie dlatego, żebym z trudem się zapinał na ostatnią dziurkę, pasek był wiekowy, firmy Sunset Suits (zniknęła z rynku wieki temu), ale potraktowałem to jako znak, że coś trzeba zrobić. Bo odkąd wyszedłem ze szpitala 22 miesiące temu, wykres mojej wagi przypomina wykres indeksu giełdowego podczas hossy - kolejne górki i dołki są coraz wyżej...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |