2007-10-11
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| (czytano: 131 razy)

Te ostatnie dni przed maratonem to zawsze dla mnie takie końcowe odliczanie. Nawet jeśli jest to bieg o gruchę to jakoś tak sam dystans jest samym w sobie przeżyciem. Jest w końcu tak że do końca nie wiadomo czy wszystko jest w porządku. Czasem dopadało mnie dopiero na ostatnich kilometrach, choć bywało i tak że już na początku miałem przeświadczenie że coś jest nie tak i okazywało się że zamiast na 3.05 biegłem prawie na 3.30.
Czuje się trochę jak debiutant- nie wiem do końca jak się ubrać, jak zacząć, bo jak za szybko to bez sensu a jak za wolno to szkoda. Okropnie rozbiło mnie to robienie maratonu. Wolałbym spokojnie przebiec dwa maratony w tamten weekend niż robić ten jeden. Jeszcze we środę miałem wyraźne zakwasy.
Ale cały czas myślę do przodu- co będzie i jak zwykle boję się i jednocześnie nie mogę doczekać tego tłumu, radości i walki na ostatnich kilometrach. Walki ze sobą żeby nie było wątpliwości.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |