Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [14]  PRZYJAC. [31]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
creas
Pamiętnik internetowy
"Wciąż biegnę i biegnę, dobrze mi z tym... " (TSA)

Krzysztof Wieczorek
Urodzony: 1968-07-02
Miejsce zamieszkania: Katowice
60 / 109


2011-07-05

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Urodzinowy kros w Imielinie (czytano: 459 razy)

 

W sobotę po raz pierwszy w życiu pobiegłem Imieliński Cross Ekologiczny – niecałe 20 km wokół jeziora w Imielinie. W ubiegłych latach jakoś nie mogłem trafić na tę imprezę – upał plus popołudniowa pora biegu skutecznie mnie zniechęcały. Tym razem jednak było chłodno, więc połowa wymówki zniknęła, a że dużo dobrego o tym biegu słyszałem, to postanowiłem spróbować. Ponieważ jednak na dzień Crossu przypadały też moje urodziny, to pomyślałem sobie, że pobiegnę tak bardziej świątecznie – na luzie, bez napinania się na wynik, tak aby mieć czas na podziwianie widoków, no i żeby dotrzeć do mety w dobrej formie i nastroju, bez żadnych kryzysów po drodze.
Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Plan wykonałem w 100%. Na początku trochę mnie stresował warkot samochodu z napisem „koniec biegu”, który słyszałem cały czas za sobą przez pierwsze kilometry, ale byłem twardy i nie przyspieszyłem :). Oczywiście nie biegłem tak zupełnie wolno – chciałem utrzymać tempo w okolicach 5:20/km, czyli, jak na moje możliwości, mocny drugi zakres. I tyle mniej więcej wyszło. Na mecie czułem się przyjemnie zmęczony, ale nie wyrypany. Przyjemny stan. I to mnie skłoniło do takich trochę bardziej ogólnych, filozoficzno-biegowych przemyśleń, które już kiedyś zresztą z Mają sobie snuliśmy. Czy warto się rozbijać o te życiówki? Oczywiście mówię tu o sobie, w kontekście tego, na jakim poziomie biegam. Gdybym pobiegł w Imielinie „na maksa”, to na mecie, zamiast w czasie 1:43:40 mógłbym być jakieś 4 minut wcześniej. Niewielka różnica. Zamiast na 119 miejscu byłbym może na 100, a w kategorii M40 ze dwa, trzy miejsca lepiej... Za to za metą byłbym ledwie żywy, a po drodze pewnie przeżyłbym ze dwa kryzysy na trasie... Może więc nie warto. Wymyśliliśmy kiedyś z Mają, że można by sobie wprowadzić taką kategorię życiówek zrobionych na luzie, „z uśmiechem na ustach”, bez zarzynania się. I chyba wprowadzę to w życie. Mistrzem żadnym nigdy nie będę, a dla własnej satysfakcji mogę sobie takie lżejsze życiówki pobijać. Może raz w sezonie na każdym dystansie (10, 15, 21 km) będę próbował pobiec na maksimum możliwości, a na innych zawodach będę robił tak, jak w Imielinie. Mocno, ale z luzem. Bez większych planów i założeń. Dla samej przyjemności biegu.
To wszystko, co przed chwilą napisałem, odnosi się do dystansów z wyjątkiem maratonu. Maraton to inna sprawa. Złamanie czterech godzin to dla mnie sprawa honoru :). Ale jak już to kiedyś zrobię...


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


DamianSz (2011-07-06,07:24): Przy takiej pogodzie nie ma za bardzo co podziwiać na tej trasie. Za to jak jest upalnie...wtedy dopiero na odcinku obok zalewu są fajne "widoczki" do oglądania,-)
creas (2011-07-06,11:34): O tym nie pomyślałem wcześniej... Ale jeśli tak jest, to w przyszłym roku wystartuję, nawet jak będzie plus 30. Przy okazji wydało się, skąd się tyle życiówek w tym roku posypało ;-)







 Ostatnio zalogowani
arturrow
16:26
Borowion
16:20
kmajna
15:28
Pawel63
15:22
modzel11
15:08
BOP55
14:48
Piotr Czesław
14:42
inka
14:36
Zielu
14:32
JACEK W.
14:28
biegacz54
14:24
gbar2008
14:17
ronan51
14:16
rezerwa
13:56
Leno
13:54
mirek065
13:29
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |