2009-09-28
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Forest Gump (czytano: 165 razy)

Wczoraj przytrafiło mi się coś, czego ani się nie spodziewałem ani nie oczekiwałem. A było to tak przyjemne i radosne, że warto było dla tej chwili żyć :) Albo biec, bo oczywiście w trakcie biegu to nastąpiło.
Na niedziele zaplanowałem ostatnie dłuższe robieganie przed poznańskim maratonem. Co prawda chciałem to zrobić w sobote, żeby miec niedziele całą wolną, ale nie wyszło. W sobotę Donata robiła swoje pierwsze 5,5 km w całości i wolałem z nią przebiec razem i z nią skończyć. Także została niedziela, spaliśmy do ósmej pobijając rekord świata z ostatniego pół roku :D Zjedliśmy sniadanie i pojechaliśmy do Zielonki, bo nad Maltą był Interrun a ja nie przepadam za komercyjnymi imprezami. Strasznie nie chciało mi się biec, wręcz szukałem jakiejś wymówki żeby dac sobie spokój, ale na logike nie miałem wyjścia. Zmęczony już jestem tymi intensywnymi dla mnie przygotowaniami do maratonu, ale wczoraj wiedziałem że to już ostatni dłuższy bieg. Więc ruszyłem o 11:30 w kierunku Kamińska spokojnie, bez żadnej presji mając przed sobą 30 km. Bieg upływał spokojnie, pogoda była piękna, ani za goraco ani za zimno, słońce w sztandarze, pełny relax. Po dobiegnięciu do Dziewiczej Góry - 1,5 h czułem się całkiem świeży. Jednak po kolejnych 30 min zaczałem odczuwać zmęczenie po zew. stronie kolana. Prawego zwłaszcza, ale lewego też. Tragedii jednak nie było. Cały czas oddychałem nosem i polecam każdemu do sprawdzenia, bo to jest zupełnie inny bieg i samopoczucie, chociaz na początku jest może trudno - technicznie - nauczyć się tego. Ale warto ! 2:15 (24km)- zaczynam czuć zmęczenie w dolnej czesci pleców - na skutek napięcia. Zaczałem kombinowac, jak tu sie rozluźnić i przypomniała mi się technika jogi, żeby w takich sytuacjach zwizualizowac sobie, że jest się zawieszonym luźno na sznurku. Tak zrobiłem i zaczęło się :)) Biodra dzięki temu poszły lekko do przodu, w związku z tym nogi zaczęly się same - dosłownie same - kręcić szybciej. Mówię sobie, ok, skoro nie czuje zmęczenia, a biegnie mi się przyjemniej, to niech będzie szybciej. Przestaje oddychac nosem, bo tempo wzrasta z każdą chwilą i już nie daje rady, potrzebuje więcej tlenu. Zaczyna mnie to bawić, ponieważ zdaje sobie sprawę, że to już jest bieg na poziomie ok 4 min na km, ale w ogóle nie czuje zmęczenia ani nie wpadam w żadną zadyszkę, obserwuje co robią nogi, całe zmęczenie odchodzi gdzieś na bok, po prostu biegne. W pewnym momencie przypomina mi się Forest Gump i zaczynam się mimowolnie śmiać na to wspomnienie, z trudem łapiąc oddech. Gdzieś tam mijam po drodze zbieraczy grzybów i nie dbam o to, co oni myślą widząc klienta biegnącego trochę za szybko, jak na amatora joggingu leśnego, pękającego w dodatku ze śmiechu. Ale tak było :))
Nie wiem do końca, co się stało, ale takiego przypływu energii życzę każdemu i takiego złapania drugiego oddechu podczas maratonu. Przypomniało mi się, jak miałem 10 lat i każdą wolną chwilę spędzałem na boisku szkolnym grając w piłkę. Pamiętam taki dzień, że grałem od rana do wieczora i ciągle było mi za mało i właśnie takie coś poczułem w niedziele - biegłem coraz szybciej i sprawiało mi to coraz większą przyjemność :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |