2009-02-19
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Żle sie dzieje w państwie duńskim.. (czytano: 259 razy)

Jestem na kofeinowym odwyku.Kawa mi nie służy, a już na pewno nie ta mocna jaka robię-niepotrzebnie męczy serce, podrażnia żołądek co powoduje, że więcej jem. Poza tym pita codziennie nie ma już aromatu i zdecydowanego pobudzającego efektu. Ot, złe przyzwyczajenie przywleczone z biura przyczepiło się na dobre. Z nostalgią wspominam całkiem niedawne przecież czasy, gdy kawę to pijałam czasem na weselu. Bo i po co kiedy indziej skoro nawet zarywając noc rankiem następnego dnia twardo siedziałam w gronie kawowiczów nad mocną herbatą.
Odwyk przebiega bez niespodzianek. Pierwsze dwa dni – rozdrażnienie i poczucie rozbicia. Wytrzymuję. Teraz jestem w fazie kiedy samopoczucie gwałtownie się poprawia i serce wyraźnie cieszy się z odsunięcia kofeinowego bata. To co niechybnie przede mną to niebezpieczny moment nieodmiennie rujnujący podjęte postanowienie zmiany (może przyjść za kilka dni do trzech tygodni) kiedy poczuję się na tyle odtruta i bezpieczna, że w nagrodę...zaparzę sobie kawy.
Całkiem niedawno oglądałam jakiś film, w którym ojciec tłumaczy bohaterowi, że jak przychodzą trudne chwile to należy cieszyć się szczęśliwymi momentami z przeszłości. Uruchamiam na chwilę projekcję wyobraźni i przechodzę przez zalane słońcem wzgórze, potem siedzę na moment nad Bałtykiem słuchając krzyku mew i szumu fal i raz jeszcze okrzyki rybaków łowiących przy brzegu budzą mnie nad ranem w chorwackiej wioseczce Bibinje..Projekcja się urywa. Bo ja nie umiem żyć przeszłością. Tamto już było a teraz to teraz.
W poszukiwaniu jakiejś rozrywki przejrzałam blogi, ale srodze się zawiodłam. Kolegów trapią kontuzje, Ojla i MEL. chcą rzucić bieganie, Magda dawno nie napisała ani odcinka, nie wiem czy z powodu braku netu czy inne kłopoty, no i część z nas nie ma pracy..Nie wiadomo także co aktualnie porabiają KRISowe śnieżne psy.
Kupiłam tygodnik i stwierdziłam, ze Polityka nieoczekiwanie podrożała o 11% i stały klient jakim jestem od 12 lat rozważa zarzucenie papierowego wydania.
Nieliczne promyczki dzisiejszego dnia to cieplutkie słońce, które w południe oświetliło śniegowe pola, kierowca który przepuścił mnie szarmancko na pasach i pani w kurtce identycznej z modelem jaki nosiłam 13 lat temu, która z ujmującym uśmiechem ostrzegła mnie, że wejście do którego zmierzam jest zamknięte i należy zajść z drugiej strony.
Przydałoby się trochę nadziei..
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Grażyna W. (2009-02-20,00:25): Ano, żle się dzieje...zewsząd nadchodzą złe wieści, ech.
Wiesz Luizo, bardzo lubię pić kawę, zwłaszcza w różnych kawiarniach, kawiarenkach na rynkach, ryneczkach w nowych miejscach. W domu nie muszę pić jej codziennie...nie mam więc nałogu i nie muszę się katować ;)...jednak pijam ją niemal każdego dnia :) powodzenia. Henryk W. (2009-02-20,06:13): Hehehe nie mam nałogu, nie muszę, ale piję codziennie-Grażyna to własnie nałóg. Luiza, a ja ostatnio przerzuciłem się na bezkofeinoową Jacobs day & night. Pachnie jak z kofeiną. Kofeinowe tylko dwie dziennie juz. mamusiajakubaijasia (2009-02-20,10:06): Pysiu...Obiecuję, że za dwa tygodnie - dokładnie dwa - postawię Cię psychicznie na nogi:)) Możesz mnie trzymać za słowo:) Marysieńka (2009-02-20,11:49): Oj...i ja musiałabym zafundować sobie ..odwyk...ale ciasteczkowy...a kawusię pijam namiętnie...ledwo oko otworzę, pierwsze kroki do kuchni kieruję...zaparzyć kawusię...nie, z niej nie zrezygnuję:))
|