Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ



  WIZYTÓWKA  GALERIA [8]  PRZYJAC. [103]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Ojla
Pamiętnik internetowy
Mandala ...

Jolanta Pawłowska
Urodzony: --------
Miejsce zamieszkania: Warszawa
91 / 169


2008-06-24
22,6 - dwa oblicza strachu (czytano: 2496 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: http://picasaweb.google.com/IM2010.Poland/SuszTriathlon2122062008/photo#5217344114745871266



Co to jest 400 metrów? To raptem tyle, co jedno kółko na stadionie. Półtorej minuty. To jest krótkie 400 metrów. Jest też inne 400 metrów. Szesnaście minut i czternaście sekund. Stąd do wieczności. Przez te szesnaście minut i czternaście sekund przez moją głowę przetacza się batalia. Po jednej stronie jestem ja. Po drugiej ... też ja. Ta pierwsza ja jest optymistką. Niepoprawną optymistką. Co za wspaniała przygoda! Jaka fajna atmosfera! I ta woda całkiem ciepła! Woda. No właśnie. Woda. Tutaj dochodzi do głosu druga ja. Druga ja nie jest optymistką. Może nie jest ona tak do końca pesymistką ale ...woda. Ciemna, głęboka, zatrzaskująca nad tobą niewidzialne wrota. Te wrota są ciężkie, żeliwne. Pod nimi już tylko nicość. Nie ma nic. Czarna dziura. Pierwsza ja nie rezygnuje tak szybko. Ta woda jest cudowna! O, jaki fajny ciepły prąd! I fal nie ma, bo wiatr po tej ulewie ucichł. I nikt nie chlapie!!! Tu, na samym końcu mam wspaniały punkt obserwacyjny. Widzę, jak inni nadkładają drogę. A ja nie, bo przecież płynąc w taki sposób nie narażam się na wydłużenie dystansu. No tak. Druga ja wcale nie chce zrezygnować. Kretynko! To po to próbujesz uczyć się pływać kraulem, by męczyć się żabką? I to jaką żabką! Odkrytą!!! Przecież Ci wszyscy ludzie tam na brzegu muszą mieć niezły ubaw! A co dopiero Ci, którzy Cię asekurują na tych łódkach i kajakach!!! Pierwsza ja kontratakuje. A co Ciebie to obchodzi, co kto sobie pomyśli! Płyniesz! I to jest ważne. Posuwasz się do przodu, choć może nie jest to jakiś sprint. Opozycja siedząca we mnie od razu znajduje słaby punkt. Tym tempem, to możesz wyjść z wody, gdy inni już wrócą z roweru! Niepoprawna optymistka jest zadowolona. Super! Trzy boje za mną! Jeszcze tylko czwarta została i jestem w domu!!! Błyskawiczny kontratak pesymistki paraliżuje mi ręce i nogi. Zero widoczności. Okulary zaparowane! Słońce świeci prosto w twarz! Nie ma czwartej boi! Nie ma brzegu! To już koniec!!! A jednak nie. Optymistka pyta o drogę. Sympatyczny pan w kajaku oprócz asekuracji ma jeszcze za zadanie naprowadzać mnie na boję, której nie widzę. Pesymistka jeszcze próbuje walczyć. Tego brzegu nie ma. Optymistka próbuje wyczuć dno. Pesymistka go nie znajduje. Optymistka słyszy już doping kibiców i słowa spikera. Pesymistka też słyszy – no tak, wymieniona z imienia i nazwiska! Ostatnia oferma, której o dziwo nie musieli wyławiać z wody ale za to wszyscy mają niezły ubaw! Jeszcze dwa ruchy rękami. Jest dno. Optymistka wydostaje się na brzeg, rozpinając w międzyczasie piankę. Boże! Dopłynęłam!!! Najgorsze za mną! Teraz już muszę wziąć się ostro w garść!!! Pesymistka w zasadzie poddała się. Jeszcze trochę snuła się po strefie zmian, plącząc ręce i nogi, by opóźnić wybiegnięcie z rowerem. Po przekroczeniu belki poddała się. Teraz już tylko ta jedna ja, zespolona z rowerem, podejmuję heroiczny wysiłek, by móc nawiązać jakąkolwiek walkę. Pedały skrzypią, przerzutki jęczą. Ręce i pośladki trzęsą się i podskakują na granitowym bruku. Ostatnia pętla. Mimo wszystko wrzucam blat. Wyprzedzam. Wpadam do strefy zmian. Odstawiam rower, łapię numer startowy i lecę. Słyszę okrzyki. Kask! Kask! No tak. Kask mam nadal na głowie! Wracam się prawie spod belki. Znowu ruszam. Czy to są moje nogi??? To chyba protezy jakieś albo szczudła??? Pesymistka z paskudnym uśmieszkiem przypomina mi ostatnio oglądany na Youtube filmik z finiszu dwóch paralitycznych tiathletek. Brr!!! Okropne!!! Czy ja prezentuję się tak samo? No może nie. Nie widzę, by ktoś się śmiał. Zatem pełna mobilizacja! Z każdym krokiem jest coraz lepiej i szybciej. Pierwsza pętla. Moje konkurentki są zaskoczone. Nie spodziewały się pewnie mnie tak szybko zobaczyć. Druga pętla. Biegnie mi się doskonale! Wyprzedzam. Koniec pętli. Jeszcze tylko dobieg do mety. Słyszę niesamowity doping. Ojla! Ojla! Ojla! Dostaję skrzydeł!!! 1:27:09!!! Nieprzytomna ze szczęścia odbieram gratulacje!

To była historia o jednym strachu. Ale jest jeszcze jeden strach. Strach, że na tym nie poprzestanę!!! I ten drugi strach będzie mi teraz spędzał sen z powiek.

ERRATA 0,4 + 18 + 4,2 = 22,6



Skomentować wpis moga tylko PRZYJACIELE czytelnika.


Mazurek (2008-11-16,18:14): Dopiero teraz to przeczytałem. Robi wrażenie... Brawo Jola :)
Ojla (2008-11-17,21:48): Oj Mazurku .... od tego czasu to ja miałam kolejne trudne doświadczenia! :))))







 Ostatnio zalogowani
szmajchel
22:04
mociumpan
22:02
Adriano1988
22:01
getabout
21:59
jakubulung
21:58
vattghern76
21:56
supinski91
21:56
husky
21:54
borman
21:54
elpaya
21:54
Golas
21:54
Radomirek
21:54
zbigburn
21:52
staszko
21:52
Renia
21:51
|    O nas      |    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |